
– I na biurku nic nie leżało? – Surowo zmarszczył brwi.
Przeniosła wzrok na nieskazitelny, lśniący jak lustro blat biurka. Poza stojącym na nim telefonem nic tam nie było. Niejednokrotnie zastanawiała się, jak człowiek, o którego umiejętnościach prowadzenia interesów krążyły legendy, potrafił kierować ogromną korporacją przy zupełnie pustym biurku.
– Nie. Wyglądało dokładnie tak jak teraz, zupełnie jakby właśnie przywieziono je z magazynu meblowego.
Za późno ugryzła się w język. Niepotrzebnie się jej to wyrwało, nie powinna mu tego mówić. Ciągle wbijała sobie do głowy, by najpierw pomyśleć, nim coś powie bez sensu.
– Wszystkie istotne rzeczy mam w głowie, nie zaśmiecam sobie pamięci bzdurami – oświadczył wprost, jakby czytając w jej myślach. Poczuła się nieswojo. – Cały niepotrzebny bałagan zostawiam sekretarce – dokończył spokojnie. Jego niski głos zdawał się ją przeszywać.
Za to dla niej bałagan był czymś codziennym i nie potrafiła sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Oczywiście przy nim wolała się z tym nie zdradzać, ale atmosfera tego wręcz sterylnego wnętrza niemal doprowadzała ją do szaleństwa. I powiedziałaby mu to prosto w oczy, gdyby nie fakt, że w każdej chwili mogła przez niego wylecieć z pracy.
– Może przypomina pani sobie, czy wyrzucała śmieci?
Dumnie uniosła brodę, popatrzyła na niego zuchwale.
– Zrobiłabym to, ale nie było takiej potrzeby. W koszu niczego nie było.
Skrzywił usta. Z pewnością uznał jej odpowiedź za bezczelną. Wyraźnie nie tego oczekiwał. Nacisnął dzwonek.
– Pani Athas – zwrócił się do sekretarki. – Zechce pani przyjść. I proszę wziąć ze sobą notes.
Niemal natychmiast drzwi sanktuarium otworzyły się i na progu stanęła wymuskana sekretarka. W ręku trzymała żółty bloczek. Ten kolor nieoczekiwanie odświeżył pamięć Samanthy.
Mimowolnie wydała cichy okrzyk, co natychmiast zwróciło uwagę Kostopoulosa.
