– Żałośliwe! – Z oburzenia zabrakło jej tchu.

– Ma pani oczy jak zroszone bratki. Z góry ostrzegam, że kobiece łzy nie robią na mnie wrażenia.

– A na mnie nie robią wrażenia pańskie miliony. Uważa się pan za jakiegoś półboga, na widok którego drżą zwykli śmiertelnicy. Wystarczy, by uniósł brwi, a padają na kolana. Coś panu powiem, panie Kofolopogos, czy jak tam się pan nazywa… – Wyprostowała się dumnie. – Mnie pan nie zastraszy. Ten, kto dzwonił i zostawił swój numer, zadzwoni jeszcze raz. Nic takiego się nie stało. A jeśli pana sekretarka tak się przejmuje, to powinna pisać przez kalkę. Rzecz w tym, że dla mnie żaden telefon nie jest ważniejszy od oceny mojej dyplomowej pracy!

Wysłuchał jej z kamienną twarzą.

– Poza plotkami, jakie o mnie tu krążą nie wie pani nic na temat mojego życia, więc pani wypowiedź pozostawiam bez komentarza.

Zaczerwieniła się, uświadamiając sobie, że rzeczywiście ma racją. Chyba naprawdę przesadziła. Popatrzyła na jego mroczną twarz. Wezbrana złość opadła.

– Panie Kostopoulos… przepraszam, że się uniosłam. Przykro mi, że tak się stało. Ale chciałam pana zapewnić, że nie zrobiłam tego celowo. Problem w tym, że profesora Giddingsa już może nie być. Zaczął się weekend i wszystko pewnie jest zamknięte aż do poniedziałku.

– Więc znajdą kogoś, kto mam otworzy, albo sam skontaktuję się z pani profesorem.

– Ale…

– Możemy jechać?

Nie zważając na jej ociąganie, ruszył do drzwi prywatnej windy. Była mniejsza niż te ogólnodostępne. W tej niewielkiej przestrzeni przytłaczał ją swoim wzrostem. Pewnie miał ze sto dziewięćdziesiąt centymetrów. Nacisnął guzik i drzwi się zamknęły.

Czuła się jak Persefona, porywana przez podstępnego Hadesa do podziemnego świata. Z sześćdziesiątego któregoś piętra zaczęli zjeżdżać do garażu pod budynkiem. Poruszyła się i niechcący jej ręka dotknęła stojącego obok mężczyzny. Pośpiesznie ją cofnęła. Czuła ulotny zapach jego mydła i wody po goleniu.



9 из 144