
– Tamci dwaj Strażnicy na Grenlandii również wspominali o jakimś dziwnym zapachu – przypomniała sobie Lilja. – To było podczas pierwszego ataku na bazę, można by powiedzieć: ataku gazowego.
Faron pokiwał głową, a Goram przyznał:
– To prawda. No, ale teraz Lilja i ja musimy już iść. W Domu Kamieni oczekują nas Shira, Oko Nocy i Villemann. Uroczyście przekażemy szlachetne kamienie w ich ręce.
Te słowa znów przypomniały im o Dolgu i wszystkim serca ścisnęły się w piersi. Dolg stanowił jedno z kamieniami. Kto zdoła teraz zapanować nad ich migotliwą mocą?
Villemannowi, młodszemu bratu Dolga, już wcześniej powierzano odpowiedzialność za niebieską kulę. Współpraca układała się dobrze, szafir łaskawie na nią zezwalał, natomiast straszliwie niebezpieczny farangil tylko raz w rękach miała Shira, wtedy w Dolinie Róż. Shira, czysta. Jakie możliwości miał Oko Nocy, gdy chodziło o kamienie, nie wiedzieli, lecz Indianin, tak jak i Shira, dotarł przecież do źródła jasnej wody.
Bez względu na wszystko, właśnie tych troje, Shirę, Villemanna i Oko Nocy, wskazał Dolg. A Dolga słuchał każdy bez wyjątku.
Na parkingu gondoli zmierzał do swojego pojazdu pewien młody człowiek. Mieszkał w Zachodnich Łąkach, ale spędził noc u swej wybranki w Sadze.
Radosny po mile spędzonej nocy i pokrzepiony mocnym snem do południa, rozglądał się za swoją pomalowaną na dość śmiały pomarańczowy kolor gondolą, kiedy do jego uszu dotarły jakieś dźwięki. Właściwie nie był zaskoczony, w tym miejscu przecież zwykle kręciło się tyle ludzi.
Zaraz jednak zatrzymał się, pociągając nosem. Cóż to za zapach, jakby gaz czy też… Czyżby któraś z gondoli się zepsuła? Powinno się…
Dalej nie doszedł nawet w myślach, ogarnęła go bowiem gwałtowna słabość. Nie słyszał wcześniej o tajemniczych napaściach, za bardzo zajmowała go ostatnia miłostka. Nieświadom niebezpieczeństwa, teraz po prostu osunął się na ziemię.
