Goram i Lilja, także zmierzający ku swojej gondoli, która miała zawieźć ich do stolicy, lepiej orientowali się w sytuacji.

Szli gawędząc, doskonale czuli się we własnym towarzystwie teraz, kiedy mieli już świadomość, że nie łamią żadnego prawa.

– Co sądzisz o tych płotkach, Goramie? – spytała Lilja. – I o tych napaściach? To brzmi tak idiotycznie, tak zupełnie nie na miejscu w naszym pełnym spokoju Królestwie Światła.

– To prawda, bo przecież nawet miasto nieprzystosowanych zmieniło się w istny raj. I wielu z tych, którzy pragnęli powrócić na powierzchnię Ziemi, będzie wreszcie mogło wyjechać teraz, gdy miejsca, w których dawniej mieszkali na Ziemi, zostały oczyszczone. Ostrzegamy ich jednak, że nie powrócą w swoje własne czasy, w wielu przypadkach przeminęły już pokolenia, odkąd do nas przybyli. Cóż, nie pojmuję, skąd mogą się brać te plotki. Jeśli jest w nich choć trochę prawdy, nasze działania chwilami wydają mi się wręcz beznadziejne, jak gdyby zło nigdy nie miało końca.

– Ja odczuwam podobnie. Wiesz, mówi się, że energia nigdy nie może zniknąć. A może zło to jakaś forma energii? Niezniszczalna?

– Jeśli to prawda, byłoby rzeczywiście niedobrze. Ale najbardziej niepokojące jest to, że jeden ze Strażników został oszołomiony i pobity prawie na śmierć. Nie wiem, co to za jeden. Przeżyje, ale podobno cały czas jest w śpiączce. Podobno, podobno, nikt nie wie nic pewnego. Krążą tylko paskudne niesprawdzone plotki. Jestem taki…

Nagle gwałtownie się zatrzymał.

– Co to takiego? Widziałaś, Liljo? Tam, między gondolami! Jakiś młody chłopak osunął się na ziemię i nikt mu nie pomaga, zresztą nikogo nie ma w pobliżu. Musimy się nim zająć, Liljo. Tylko zasłoń czymś usta, bo to może być ta dziwna słabość.

Dziewczyna zrozumiała, ale czym można zasłonić twarz, kiedy jest się ubranym jedynie w bluzkę, długie spodnie i sandały?

Goram błyskawicznie ściągnął koszulkę. Zorientował się w dylemacie dziewczyny i powiedział prędko:



18 из 162