Mężczyzna na drodze nagle się zatrzymał. Cóż to tam leży kawałek od drogi, wśród rzadko rosnących kaktusów?

Wędrowiec nie był najodważniejszym człowiekiem na świecie, zaliczał się raczej do tych, którzy wiecznie użalają się nad sobą, a winę za wszelkie swoje małe i duże niepowodzenia zrzucają na innych. Upłynęła więc dobra chwila, zanim wreszcie ośmielił się podejść. Dopiero gdy stwierdził w końcu, że to człowiek, który w dodatku się nie porusza, zebrał w sobie dość odwagi, by postawić ostatnie kroki.

Może ten, który tam leży, ma przy sobie portfel albo jakąś inną rzecz, wartą takiego zachodu?

Znów się zatrzymał. A jeśli ten ktoś umarł na zakaźną chorobę? Po świecie wszak krąży mnóstwo śmiercionośnych epidemii, szczególnie ta, która… Nie, nie wolno teraz o tym myśleć! Przecież możliwe, że znajdzie tu pieniądze!

Przybliżył się jeszcze o dwa kroki. Doprawdy, to jakaś niebywale długa osoba! Ciało rozciąga się od jednego kaktusa do drugiego, a więc mierzy dużo więcej niż dwa metry! To chyba najwyższy człowiek, jakiego w życiu widział, i jak dziwacznie ubrany! Czy w tym jego stroju mogą być jakieś kieszenie?

Teraz mężczyzna dostrzegł czarne, dosyć długie włosy i złocistą skórę leżącego.

Ten człowiek wygląda, jakby mocno się uderzył podczas upadku. Ale to przecież niemożliwe, nie można się aż tak potłuc od zwykłego potknięcia! To raczej jego ktoś musiał napaść.

Włóczęga nabrał śmiałości. Nieszczęśnik wydawał się martwy, ale musiał zginąć całkiem niedawno, bo zwłoki nie zaczęły się jeszcze rozkładać. A tu, w tym upale, takie rzeczy dzieją się prędko.

Zerknął ukradkiem na lewo i prawo, ale na drodze nie widać było ani śladu życia, tylko samotny przewód telefoniczny drżał z gorąca w nieznośnej spiekocie.

Włóczęga obrócił leżące ciało i natychmiast przerażony odskoczył w tył. Na miłość boską, cóż to za stwór!

Czuł, że serce mało nie wyskoczy mu z piersi. Ta odrobina odwagi, jaką był w stanie z siebie wykrzesać, błyskawicznie zniknęła i zaraz puścił się biegiem, chcąc jak najprędzej uciec z tego miejsca. Zupełnie wyjątkowo, po raz pierwszy w życiu, wpadło mu do głowy, by dobrowolnie zgłosić się na policję. Do niedużej osady, którą dostrzegł na zboczu w pewnej odległości od drogi, nie mogło być daleko. Całkiem niedawno minął też ścieżkę, która tam prowadziła.



6 из 162