
Właśnie dlatego mogłem z miłym poczuciem dobrze spełnionego obowiązku powrócić do sztabu na Plutonie, dokąd rozpaczliwie wzywał mnie Pah-Chi-Luh.
Nie muszę dodawać, że moje dobre samopoczucie szybko zmieniło się w najgłębsze przerażenie. Odebrawszy raport od padającego z macek kaprala, najpierw porozmawiałem z delegacją Gtetan. Połączyli się z biurem macierzystym i zagrozili skandalem na całą Galaktykę, jeśli areszt L’payra nie zostanie utrzymany, a on sam nie przekazany pod ich jurysdykcję.
— Czyż najświętsze i najbardziej intymne szczegóły naszego życia seksualnego mają być bezwstydnie wystawiane na pokaz publiczny we wszystkich zakątkach Wszechświata? — pytano mnie gniewnie. Pornografia to pornografia — zbrodnia to zbrodnia. Był zamiar, było oczywiste wprowadzenie w czyn. Żądamy wydania nam więźnia.
— Jak może istnieć pornografia bez uczucia podniecenia? — chciał wiedzieć L’payr. — Jeśli mieszkaniec Chumblostu sprzeda Gtetanom transport krrgllwss, którego oni używają jako pokarmu, a my jako materiału budowlanego, czy za przesyłkę będzie się płacić według taryfy żywnościowej? Obowiązują taryfy budowlane, jak zresztą doskonale wiecie, sierżancie. Żądam natychmiastowego uwolnienia!
Ale najbardziej niemiła niespodzianka czekała mnie u — Blatcha. Ziemianin siedział w celi, gryząc rączkę swojego parasola.
— Zgodnie z kodeksem regulującym traktowanie wszystkich ras znajdujących się pod Dyskretnym Nadzorem — zaczął, gdy tylko mnie zobaczył — a chodzi mi tu nie tylko o Konwencję Rigla-Strzelca, ale też o statuty trzeciego cyklu kosmicznego i decyzje Rady Najwyższej w sprawach Khwomo kontra Khwomo i Farziplok kontra Antares XII, żądam powrotu do mojego normalnego środowiska na Ziemi i wypłaty odszkodowań według taryfy opracowanej przez Komisję Nobri w niedawnym sporze o Vivadin. Żądam również satysfakcji, a mianowicie…
