Tymczasem policja gtetańska porozumiała się ze mną jako miejscowym dowódcą Patrolu Galaktycznego. Podali dokładne miejsce ukrycia L’payra i zażądali ekstradycji. Zwróciłem im uwagę, że jak na razie brak mi podstaw, ponieważ nie popełnił żadnego przestępstwa natury międzygwiezdnej. Kradzieży statku dokonał na swej rodzinnej planecie, nie zdarzyło się to w głębi Kosmosu. Jednakże jeśli złamie prawo galaktyczne w czasie pobytu na Ziemi, jeśli zakłóci w najmniejszy sposób spokój publiczny…

— A co pan powie na to? — gtetański policjant nie ustępował. — Ziemia, o ile nam wiadomo, podlega Dyskretnemu Nadzorowi. Tak więc objawienie istnienia wyższych cywilizacji jest tam nielegalne. Czyż lądowanie L’payra statkiem o dwuzaworowym napędzie hiperkosmicznym nie jest wystarczającym wykroczeniem, żeby móc go aresztować?

— Samo w sobie nie — odrzekłem. — Musiałby jakiś mieszkaniec planety zobaczyć statek i zrozumieć, czym on jest. Z tego, co nam wiadomo, nic takiego nie nastąpiło. Jak długo więc pozostaje w ukryciu, nie mówi o nas Ziemianom i nie przyspiesza ich rozwoju technicznego, jego obywatelstwo galaktyczne musi być respektowane. Brak mi podstaw prawnych, aby go aresztować.

No cóż, Gtetanie trochę pomstowali, że za co oni płacą podatek gwiezdny, ale rozumieli mój punkt widzenia. Ostrzegali mnie jednak przed L’payrem, przewidując, że wkrótce jego przestępcze nawyki wyjdą na jaw. Twierdzili, że jest w gardłowej sytuacji. Żeby zdobyć paliwo potrzebne mu do wydostania się z Ziemi, zanim skończą się jego zapasy żywności, będzie musiał popełnić takie czy inne przestępstwo, a wówczas, gdy tylko zostanie ujęty, życzą sobie, aby ich prośba o ekstradycję była honorowana.

— Wstrętny, złośliwy, stary zboczeniec — usłyszałem, jak szef policji mruczy, odkładając słuchawkę.



5 из 25