
L’payr powiedział mi później, że zastanawiał się nad tym problemem, aż jego jądro stało się zlepkiem nici. Obszedł statek, od dziobu do rufy, raz i drugi, ale wszystko, co człowiekowi mogło się przydać, było albo zbyt potrzebne, albo zbyt skomplikowane. I właśnie wtedy, gdy już miał się poddać, znalazł.
Potrzebował właśnie materiałów, z których pomocą popełnił swe przestępstwo!
Widzisz, Hoy, zgodnie z prawem Gtetan, wszelkie dowody danego przestępstwa zachowuje oskarżony aż do czasu procesu. Są tego bardzo skomplikowane przyczyny, między innymi gtetańska koncepcja prawa, mówiąca, że każdy oskarżony jest z założenia winny, chyba że zdoła, za pomocą kłamstw, wykrętów i sprytnej interpretacji prawa, przekonać bezwzględną i cyniczną ławę przysięgłych, iż mimo własnej odmiennej opinii, powinna uznać go za niewinnego. Ponieważ ciężar obrony spada na więźnia, także i dowody pozostają przy nim. A L’payr, przeglądając dowody swojej winy, uznał, że może ubić interes.
Teraz potrzebny mu był klient. Nie tylko ktoś, kto chciałby kupić jego towar, ale i człowiek mający dostęp do potrzebnego mu paliwa. A w okolicy, w której teraz miał bazę operacyjną, tego typu klientów spotykało się rzadko.
Będąc na poziomie 19 Gtetanie są zdolni do prymitywnych form telepatii — oczywiście o nadzwyczaj krótkim zasięgu i przez względnie niewielki czas. Wiedząc zatem, że moi tajni agenci już go szukają i że gdy go znajdą, swoboda działania zostanie jeszcze bardziej ograniczona, L’payr zaczął rozpaczliwie przeczesywać umysły wszystkich Ziemian, mieszkających o trzy kwartały ulic od jego kryjówki.
