Mijały dni. Przeskakiwał z mózgu na mózg niczym owad szukający dziury w słoju kolekcjonera. Zmuszony był zmniejszyć przerób konwertera do połowy, potem do jednej trzeciej. Ponieważ proporcjonalnie zmniejszało to ilość jedzenia, zaczął głodować. Z braku ruchu jego kurczliwe wa-kuole zmniejszyły się do rozmiarów główki od szpilki. Nawet endoplazma straciła jędrność zdrowego ciała ameboida i stała się niebezpiecznie cienka i przejrzysta.

I wówczas pewnego wieczora, kiedy był bliski decyzji, żeby jednak zaryzykować i ukraść potrzebne paliwo, jego myśli odbiły się od mózgu jakiegoś przechodnia, wróciły nie dowierzając samym sobie, zbadały powtórnie i z zachwytem przekonały się, że mają rację. Był to człowiek, który nie tylko mógł zaspokoić jego potrzeby, ale też, co ważniejsze, mógł się skusić na gtetańską pornografię!

Innymi słowy, był to niejaki pan Osbome Blatch.

Ten starszy już nauczyciel młodocianych Ziemian podczas rozmowy ze mną utrzymywał, że o ile mu wiadomo, nikt nie wywierał na nim presji psychicznej. Zdaje się, że mieszkał w nowej kamienicy po drugiej stronie przeznaczonej do rozbiórki dzielnicy i zazwyczaj obchodził to gruzowisko szerokim łukiem z powodu gnieżdżących się tam niedorozwiniętych i wojowniczo nastawionych typów ludzkich. W krytyczny wieczór, ponieważ zatrzymało go zebranie rady pedagogicznej i spóźniłby się na kolację, postanowił, jak to już raz uczynił, pójść na skróty. Twierdzi, że decyzja, aby pójść na skróty, pochodziła od niego.

Osborne Blatch mówi, że szedł, żwawo wymachując parasolem niczym laską trzcinową, gdy wydało mu się, że słyszy czyjś głos. Mówi, że za pierwszym razem nawet sam w myślach użył słowa „wydało się”, ponieważ choć głos ten zdecydowanie był dźwięczny i melodyjny, to całkowicie brakowało mu siły.



8 из 25