Tak chcę jej odpowiedzieć. Ale zapomniałam, jak będzie foka po francusku. Nie jestem pewna sopla i przerębli.
– La Pologne? La Pologne? Tam strasznie zimno, prawda?
– Pas du tout – odpowiadam lodowato.
Elegia podróżna
Wszystko moje, nic własnością,nic własnością dla pamięci,a moje, dopóki patrzę.Ledwie wspomniane, już niepewneboginie swoich głów.Z miasta Samokow tylko deszczi nic prócz deszczu.Paryż od Luwru do paznokciabielmem zachodzi.Z bulwaru Saint-Martin zostały schodkii wiodą do zaniku.Nic więcej niż półtora mostuw Leningradzie mostowym.Biedna Uppsalaz odrobiną wielkiej katedry.Nieszczęsny tancerz sofijski,ciało bez twarzy.Osobno jego twarz bez oczu,osobno jego oczy bez źrenic,osobno źrenice kota.Kaukaski orzeł szybujenad rekonstrukcją wąwozu,złoto słońca nieszczerei fałszywe kamienie.Wszystko moje, nic własnością,nic własnością dla pamięci,a moje, dopóki patrzę.Nieprzebrane, nieobjęte,a poszczególne aż do włókna,ziarnka piasku, kropli wody– krajobrazy.Nie uchowam ani źdźbław jego pełnej widzialności.Powitanie z pożegnaniemw jednym spojrzeniu.Dla nadmiaru i dla brakujeden ruch szyi.Bez tytułu
Tak bardzo pozostali sami,tak bardzo bez jednego słowai w takiej niemiłości, że cudu są godni –gromu z wysokiej chmury, obrócenia w kamień.Dwa miliony nakładu greckiej mitologii,ale nie ma ratunku dla niego i dla niej.Gdyby ktoś chociaż stanął w drzwiach,cokolwiek, choć na chwilę, zjawiło się, znikło,