— Kiedy zawsze zachodzi to właśnie, co jest niemożliwe — powiedziałem, starannie ważąc słowa. — Cała historia ludzkości też składa się z samych niemożliwych rzeczy, i postęp nauki też. Pewien młody filozof tłumaczył mi, że stan, w jakim się znajduję, jest niemożliwy, przeczy bowiem wszystkim ustaleniom filozofii. Świadomość ma być niepodzielna. Tak zwane rozdwojenia świadomości to przecież w istocie jej następujące po sobie odmienione stany, połączone z zakłóceniami pamięci i poczucia identyczności. To nie jest tort!

— Widzę, że naczytał się pan sporo fachowej literatury — zauważył profesor, wkładając na nos szkła. Dodał coś, czego nie dosłyszałem. Chciałem powiedzieć, że świadomości nie można podług filozofów kroić na kawałki jak tort, ale urwałem, bo moja lewa ręka wetknąwszy palec w dłoń prawej zaczęła robić znaki. To się dotąd nie zdarzyło. Mclntyre zauważył, że patrzę na własne ręce, i zorientował się w lot.

— Czy ona coś mówi? — spytał przyciszonym głosem, jakim się mówi przy kimś, nie chcąc by dosłyszał.

— Tak.

Byłem bardzo zaskoczony, ale powtórzyłem jednak za ręką:

— Ona chce kawałek tortu.

Zachwyt, który odmalował się na twarzy profesora, zmroził mnie. Zapewniwszy na migi lewą rękę, że dostanie tort, jeśli spokojnie zaczeka, wróciłem do swego.

— Z waszego punktu widzenia byłoby świetnie, gdyby ona usamodzielniała się coraz bardziej. Nie mam tego za złe, bo rozumiem, że byłaby to niesłychana rzecz, dwaj w pełni rozwinięci faceci w jednym ciele, ileż w tym możliwych odkryć, badań i tak dalej. Mnie jednak takie zaprowadzenie demokracji w mojej głowie nie urządza. Chcę być coraz mniej, a nie coraz mocniej podwojony.

— Wyraża pan votum nieufności? Ja to też doskonale rozumiem… — Profesor uśmiechał się życzliwie. — Najpierw zapewniam pana, że wszystko, czego się dowiedziałem o panu, zachowam dla siebie. Pod pieczęcią tajemnicy lekarskiej. A ponadto, nie myślę nawet sugerować panu jakiejś konkretnej terapii. Zrobi pan to, co uzna pan sam za właściwe. Proszę się dobrze zastanowić, nie tu i nie zaraz, oczywiście. Czy długo zostaje pan w Melbourne?



19 из 230