
A jeśli rozluźni się na tyle, że wymknie się jej jakieś nierozważne słowo? Sarah złajała się w myślach za swą lekkomyślność. Zadrżała z niepokoju, ale ukryła to odwracając się, by spojrzeć na zegar w kuchni.
– Boże, jak późno! – wykrzyknęła z nie udawanym przerażeniem. – Strasznie mi przykro, nie chcę cię wyrzucać, ale…
– Masz randkę? – wpadł jej w słowo Jake. Nie był wcale zachwycony taką perspektywą.
– To naprawdę nie twoja sprawa – obruszyła się Sarah. – No dobrze, nie. Nie mam randki. Muszę się przygotować do jutrzejszych zajęć.
Najwidoczniej nie wywarło to na Jake'u piorunującego wrażenia.
– Dobrze, pójdę sobie, ale najpierw pomogę ci posprzątać.
– Niema potrzeby – zaprotestowała Sarah. – W ciągu minuty powkładam naczynia do zmywarki.
Jake zawahał się, zmarszczył brwi. Wstrzymała oddech. Zrobił ponurą minę, ale skapitulował. Sarah odetchnęła z ulgą i odprowadziła swego gościa do drzwi.
– Wyrzucasz mnie tak nagle na bruk… – poskarżył się, obdarzając ją nieco skwaszonym uśmiechem.
Sarah otworzyła usta, żeby go przeprosić, jednak zamknęła je natychmiast i otworzyła drzwi. Uznała, że skoro sam wprosił się na kolację, nie ma za co go przepraszać. Obdarzyła Jake'a słodkim uśmiechem.
– Nie odchodź wściekły – rzuciła modląc się w duchu, żeby gość wyszedł jak najszybciej.
– Tylko po prostu odejdź – uzupełnił chłodno znane powiedzenie. – To chciałaś dodać?
– Niestety tak – przyznała i wybuchnęła śmiechem na widok zgnębionego spojrzenia Jake'a.
– Pamiętasz mimo wszystko o jutrzejszej kawie?
Prawdę mówiąc, zapomniała. Wiedząc, że musi się trzymać z dala od niego, postanowiła zdecydowanie odmówić.
– Tak, pamiętam – odpowiedziała. Tak to zwykle bywa z moimi postanowieniami, dodała w myślach.
– Doskonale. – Uniósł dłoń i żartobliwie pomachał nią na pożegnanie. – Do zobaczenia. Dziękuję za wspaniałą kolację.
Sarah patrzyła, jak Jake zbiega po schodach. Potem zatrzasnęła drzwi i oparła się o framugę. Odczuła nagle pustkę. Westchnęła i zamknęła oczy.
