
W ciągu zaledwie kilku godzin jej życie skomplikowało się jeszcze bardziej. Jake jest miły i przystojny. Już od dłuższego czasu nic nie sprawiło jej większej przyjemności niż ta wizyta. Odczuwała coś, co sprawiało, że chciałaby się do niego zbliżyć. Coś, co mogło jej zagrozić.
Milczenie jest złotem.
Drgnęła, gdy echo tych słów ponownie rozbrzmiało w jej pamięci. Drgnęła, z trudem oderwała się od framugi i podeszła do zastawionego pustymi już naczyniami stołu. Gdy spojrzała na talerz, z którego jadł Jake, targnął nią żal namyśl o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ich spotkanie nastąpiło w innych okolicznościach.
To niesprawiedliwe, pomyślała w rozpaczy.
Dlaczego akurat teraz? Dlaczego ten Jake musi być taki miły?
Rozdział 2
Jake przełknął koktajl energetyczny. Zdołał powstrzymać mdłości i nawet się nie skrzywił. Przez otwarte okno samochodu podał wysoką szklankę starszemu mężczyźnie stojącemu na poboczu drogi.
– Dziękuję, panie Bennet. – Jake spojrzał demonstracyjnie na zegarek. – Muszę już jechać. Do zobaczenia jutro rano.
– Do zobaczenia! I dbaj o to, by nie marnować energii podczas gimnastyki! – zawołał starszy pan, przekrzykując ryk zwiększającego obroty silnika czarno-białego radiowozu.
– Przyrzekam! – obiecał Jake, spoglądając w lusterko wsteczne przed wyjechaniem z pobocza na drogę.
Jake czuł się wspaniale. Piękny jesienny poranek, słońce i chłodne, rześkie powietrze. Wiedział jednak, że zawdzięcza doskonałe samopoczucie czemuś innemu niż koktajl, czy nawet ćwiczenia, które pan Bennet poradził mu wykonywać.
Jake skonstatował z zadowoleniem, że posada małomiasteczkowego gliny coraz rzadziej przyprawia go o rozterki. Kultywowanie tradycji rodzinnej może mieć swoje zalety, pomyślał. Nie to jednak było najważniejsze. Zdawał sobie w pełni sprawę z faktu, iż źródłem jego pogody ducha jest kobieta.
