
Sarah Cummings.
Samo wspomnienie jej imienia sprawiło, że w kącikach ust Jake'a zaigrał uśmiech.
Panie Boże, co za kobieta.
Obserwując patrolowany rejon, nie przestawał myśleć o niej i o tym, jak wyglądała, gdy poprzedniego dnia otworzyła drzwi swego mieszkania.
Burza wilgotnych, błyszczących włosów, twarz prześlicznie zaróżowiona po gorącej kąpieli. Wesołe iskierki w łagodnych, ciemnych oczach, wilgotne usta…
Jake odruchowo zwilżył językiem wyschnięte wargi. Do diabła, musiał przecież bardzo uważać, żeby nie dotknąć wilgotnych włosów, policzków… Potem, gdy spojrzał niżej, stoczył ze sobą prawdziwą walkę, żeby nie porwać jej w ramiona. Na widok smukłego ciała Sarah, ledwie okrytego cienkim szlafrokiem, doznał niemal fizycznego bólu.
Opuścił szybę, aby zimne powietrze mogło ostudzić jego rozgrzane ciało. Niedobrze z tobą człowieku, pomyślał i zaśmiał się cicho.
Najdziwniejsze jednak, przypomniał sobie zatrzymując samochód koło podstawówki, że kiedy pojawiła się w ubraniu, nie była ani trochę mniej seksowna.
Obserwując bacznie młodzież zdążającą do szkoły, rozmyślał o godzinach spędzonych w mieszkaniu Sarah. Zastanawiał się nad naturą niezwykłego wrażenia, jakie dziewczyna na nim wywierała.
– Dzień dobry, panie Wolfe!
Chóralne powitanie dziewczynek z drugiej klasy wyrwało Jake'a z zamyślenia.
– Dzień dobry, moje panie – odpowiedział jak zwykle, a one jak zwykle zachichotały.
Potem Jake podjechał pod szkołę zawodową, gdzie powtórzyła się ta sama scena. Mniej więcej.
– Cześć, Jake. – To bardziej poufałe pozdrowienie pochodziło od kilku chłopców z jednej ze starszych klas.
– Witajcie, dzieciaki – odpowiedział. – Zadziwicie dzisiaj nauczycielkę głębią swojej wiedzy?
– Jasne – odparł jeden z chłopców.
– Nie chcielibyśmy, żeby dostała z naszego powodu zawału serca – zażartował drugi.
