– Oczywiście – mruknął i usunął się z przejścia.

Gdy przechodziła obok niego, znalazł błyskawicznie właściwe rozwiązanie.

– Kiedy? – zapytał.

Obrzuciła go zdumionym spojrzeniem.

– Co kiedy?

– Powiedziała pani „innym razem". – Zerknął na zegarek. – Codziennie wpadam tu na kawę, mniej więcej o tej porze – wyjaśnił. – Może jutro?

– Och… dobrze, ja… – Znów spojrzała na drzwi. – Ja…

– To tylko zaproszenie na kawę – uspokoił dziewczynę.

Sarah Cummings nerwowo przygryzła wargę. Jake poczuł, że czekając na jej odpowiedź musi panować nad szybkością swego oddechu.

– W porządku – wydusiła wreszcie z nie skrywaną niechęcią. – O dziesiątej?

– Świetnie. – Jake uśmiechnął się. – A więc do jutra. Odeszła. Nie wybiegła w popłochu, jak tego oczekiwał, lecz oddaliła się pełnym gracji, sprężystym krokiem.

Bogini. Chodzi jak bogini. Jake wytarł o spodnie spocone dłonie i zmusił się, by powrócić myślami do rzeczywistości. Uważaj, Wolfe, ta kobieta może cię zgubić, upomniał się w duchu.

– Ach, te oczy… – Uśmiechnął się do Dave'a zajmując miejsce na stołku.

– Tak, są brązowe – zgodził się Dave. Kwestia koloru oczu najwidoczniej nie miała dla niego znaczenia.

– Brązowe? – obruszył się Jake. – Jesteś ślepy, człowieku? Nie są po prostu brązowe. To kolor wiosennych bratków… taki miękki, aksamitny brąz.

– Jezu! Dobrze się czujesz?

– Nie masz wyobraźni, Dave. Trochę subtelności nikomu nie zaszkodzi.

– Może i tak – zgodził się bufetowy. – W każdym razie wyczuwam zawsze, kiedy ktoś jest sympatyczny, a panna Cummings na pewno do takich należy.

– Hmm… – Jake skinął głową. Ale czego ona się boi, pomyślał. Może mnie? Mojego munduru? Tego, co ten mundur oznacza?

Jake dopił wystygłą już kawę i wstał.


Żeby go szlag trafił.

Przygryzając dolną wargę, Sarah maszerowała w kierunku budynku wydziału nauk humanistycznych. Odruchowo odpowiadała na pozdrowienia mijanych po drodze studentów. Za piętnaście minut musi rozpocząć zajęcia.



4 из 99