
– Nie jestem ubrana! – krzyknęła.
– Więc niech się pani ubierze. Poczekam.
Szach i mat. Ubrać się i otworzyć, pomyślała, czy powiedzieć mu, żeby poszedł do diabła?
W kuchni brzęczał głośno dzwonek minutnika. Nie słyszała go.
– Sarah… jest pani tam?
Czy mógł słyszeć oddech? Bzdura!
– Tak, jestem.
– Czy to dzwonek alarmu przeciwpożarowego? Zapiekanka! Sarah spojrzała w kierunku kuchni, potem znowu na drzwi. To jasne, on nie odejdzie, pomyślała. Będę musiała w końcu otworzyć drzwi. Poza tym, jestem głodna.
– Czy coś się pali?
Pali się? Taka wspaniała zapiekanka! Szybko otworzyła drzwi. Nie spojrzała nawet na nieoczekiwanego gościa. Natychmiast popędziła do kuchni.
– Proszę wejść! – krzyknęła przez ramię. – Za chwilę wrócę!
Gdy otwierała drzwiczki piecyka, poczuła delikatne mrowienie w plecach. Choć była odwrócona tyłem, wiedziała że Jake Wolfe wszedł za nią do kuchni i stał… zbyt blisko.
– Czy mogę pomóc?
– Tak… nie. – Odwrócona tyłem do mężczyzny wyjęła zapiekankę, zatrzasnęła drzwiczki i wyłączyła brzęczyk. Czuła, że Jake przysunął się jeszcze bliżej. Słyszała jego spokojny oddech.
– Nie jest przypalona – mruknął – pięknie pachnie. Ser? Brokuły?
– Tak.
Odwróciła się i drgnęła. Stał tak blisko!
– Przepraszam – rzuciła zdecydowanie. – Chciałabym się ubrać.
Spodziewała się natrętnych spojrzeń, dwuznacznego uśmiechu. Nic z tych rzeczy. Jake Wolfe uśmiechnął się tylko przyjaźnie i odparł:
– Jasne. Poczekam w saloniku.
Pewnie, że poczekasz, mruknęła pod nosem po drodze do sypialni.
– Czy mógłbym w czymś pomóc?
Zatrzymała się gwałtownie w drzwiach. Jasne. Zaraz zaproponuje pomoc przy zapinaniu stanika.
– Niby w czym? – wycedziła przez zęby.
– Mógłbym nakryć stół – wyjaśnił. – Przecież nie może być pani tak okrutna, żeby kusić mnie tymi zapachami, a potem nie zaprosić na kolację.
