— Przecież mamy już na pokładzie mnóstwo tego towaru — zauważył Paxton. — Ładownie są nim całkowicie wypełnione.

Dlaczego nie możemy teraz przenieść się w jakieś cywilizowane miejsce i zacząć wydawać pieniądze?

— Herrera i ja nie mamy, tak jak ty, arystokratycznego podejścia do swojego zdrowia — odparł Stellman z anielską cierpliwością. — Obaj żywimy dziecięce pragnienie wypełnienia skarbami każdego zakątka i szpary w naszym statku. Złote samorodki w zbiornikach paliwa, szmaragdy w puszkach na mąkę, diamenty rozrzucone po całym pokładzie do wysokości pół metra. A to jest idealne miejsce, żeby coś takiego zrobić. Wszelkiego rodzaju drogocenne drobiażdżki leżą tu sobie dookoła, dosłownie prosząc nas, żebyśmy je zbierali. Zamierzamy być ohydnie, bezgranicznie bogaci, Paxton.

Jednak Paxton nie słuchał. Intensywnie wpatrywał się w jakieś miejsce tuż przy granicy szlaku. Potem powiedział cicho:

— To drzewo właśnie się poruszyło.

Herrera wybuchnął śmiechem.

— Przypuszczam, że to potwory — zadrwił.

— Uspokój się — powiedział Stellman ponuro. — Mój chłopcze, jestem niemłodym już człowiekiem, mam nadwagę i nie należę do bohaterów. Czy sądzisz, że zostałbym tutaj chociaż chwilę dłużej, gdyby groziło nam choćby najmniejsze niebezpieczeństwo?

— Tam! Znowu się poruszyło!

— Trzy miesiące temu przebadaliśmy dokładnie całą tę planetę — przypomniał Stellman. — Nie znaleźliśmy żadnych istot inteligentnych, żadnych niebezpiecznych zwierząt, żadnych trujących roślin, pamiętasz? Odkryliśmy jedynie lasy, góry, rzeki, jeziora, szmaragdy, złoto i diamenty. Gdyby mieszkały tu jakieś niebezpieczne istoty, nie sądzisz, że zaatakowałyby nas już dawno temu?

— Mówię wam, widziałem, jak się poruszyło — nalegał Paxton.

Herrera wstał.

— To drzewo? — zapytał Paxtona.

— Tak. Spójrzcie, ono nawet nie wygląda tak jak pozostałe. Ma inny kształt…



5 из 16