
Próbował wymyślić jakiś inny sposób działania, ale szok, spowodowany nagłym pełnym furii, bezmyślnym atakiem, wybił mu z głowy całą wiedzę o lesie i górach, tropieniu i polowaniu. Stwierdził, że zdecydowanie nie ma ochoty, by natknąć się ponownie na dzikiego mirasza.
A może by tak wrócić bez tej głupiej skóry? Mógłby powiedzieć przewodnikowi patrolu, że wszystkie napotkane mirasze były samicami, a zatem nie nadawały się do odstrzału. Słowo młodego skautera było zawsze szanowane, zatem nikt nie zadawałby mu dalszych pytań, a nawet nie sprawdziłby jego informacji.
Jednak Drog wiedział, że nigdy tego nie zrobi. Jak w ogóle mógł brać coś takiego pod uwagę?
Cóż, pomyślał ponuro, mogę przecież zrezygnować z uczestnictwa w ruchu skauterów, skończyć z tymi śmiesznymi ogniskami, wspólnym śpiewaniem, grami zespołowymi, przyjaźnią…
Nie, nie zrobię tego nigdy — zdecydował w końcu, biorąc się mocno w garść. Do tej pory działał tak, jakby mirasze były jego przeciwnikami, zdolnymi do planowych działań, skierowanych przeciwko niemu. Ale tak naprawdę nie były to nawet istoty inteligentne. Żadne stworzenie bez macek nie jest w stanie rozwinąć w procesie ewolucyjnym prawdziwej inteligencji. Tak brzmiało Prawo Etliba, nigdy nie podawane w wątpliwość.
W walce pomiędzy inteligencją a instynktowną przebiegłością zwycięża zawsze inteligencja. Musi tak być. Drog powinien jedynie wymyślić, w jaki sposób do tego zwycięstwa doprowadzić.
Ponownie zaczął tropić mirasze, kierując się ich odorem. Jakiej broni przodków mógłby użyć w tej sytuacji? Może niewielkiej bomby atomowej? Było jednak więcej niż pewne, że to spowoduje zniszczenie skóry.
Nagle zatrzymał się i wybuchnął śmiechem. W gruncie rzeczy było to przecież bardzo proste, jeśli się tylko trochę nad tym zastanowić. Dlaczego miałby wchodzić w bezpośredni kontakt z nader niebezpiecznym miraszem? Przyszedł czas, by użyć swego umysłu, znajomości zwierzęcej psychologii, a także wiedzy na temat sideł, potrzasków i przynęt.
