
– Twoja matka była bardzo piękna, Sol. Bardzo, bardzo piękna. Miała ciemne, kręcone włosy, dokładnie tak jak ty, i bardzo ciemne piękne oczy.
Dziewczynka nadal nic nie mówiła. Wyglądała, jakby miała zamiar się rozpłakać.
– Ty masz jaśniejsze oczy – dodała Silje szybko. – Zielone, trochę żółtawe, prawie takie jak Tengela.
Znak, że jest jedną z wybranych, że należy do prawdziwych Ludzi Lodu, pomyślała z obawą. Biedne dziecko, co z tobą będzie?
– A moja matka? – zapytał Dag. – I mój ojciec? – W jego głosie zabrzmiała nuta oskarżenia. Jak gdyby Silje i Tengel coś mu zabrali.
To było trudniejsze. Silje nie mogła mu przecież powiedzieć, że matka zostawiła go w lesie na pewną śmierć.
– Twoja matka – rozpoczęła i uśmiechnęła się z ulgą, gdyż zobaczyła właśnie Tengela, który zmierzał ku nim po trawie już wilgotnej od rosy zwiastującej noc. Kiedy usiadł przy nich, Dag wsunął mu się na kolana, jakby chciał poczuć, że naprawdę ma ojca. – Twoja matka, Dagu – ciągnęła Silje – była szlachetnie urodzoną kobietą. Pochodziła z rodziny baronowskiej. Nie wiemy, czy żyje, czy nie. Nie wiemy też, jak się nazywa ani gdzie mieszka. Miała kiedyś ogromne kłopoty i straciła ciebie. Nie wiemy, jak to się stało. Ja cię znalazłam…
Dzieci w napięciu pochyliły się ku niej i Silje musiała opowiadać dalej:
– To była niezwykła noc. Było strasznie zimno, a na niebie nad Trondheim wisiała łuna. Zaraza zabrała wszystkich moich bliskich i zostałam zupełnie sama. Byłam głodna, zmęczona i bezdomna. Znalazłam ciebie, Sol, przy zwłokach twej matki. Zabrałam cię, bo było mi cię żal, a tylko w ten sposób mogłam ci pomóc. Nie chciałaś opuścić matki, jednak musiałaś to przecież zrobić, inaczej też byś umarła. Rozumiesz to, prawda?
Sol uroczyście pokiwała głową. Dag również wyczuwał powagę sytuacji, o czym świadczył wzburzony, nieco ostry ton jego głosu, zdradzający zarówno wrażliwość, jak i wrodzoną inteligencję.
