– Syver umarł. Trzymali go w szopie przez całą zimę. I Inge. I Sveina. Potem ich pogrzebali.

Tengel skinął głową.

– Tak. Ostatnia zima była bardzo ciężka. Wiecie więc, co to znaczy umrzeć, prawda?

Dzieci potwierdziły to mruknięciem i znów odwróciły się w stronę Silje, by wysłuchać dalszego ciągu opowieści.

– Która zagroda nazywa się Trondheim? – zapytał Dag.

– Zagroda? Nie, to wielkie miasto. Na zewnątrz.

– Na zewnątrz czego?

– Na zewnątrz gór.

Chłopiec popatrzył na nią z powagą:

– Czy jest coś za górami?

Silje i Tengel wymienili przerażone spojrzenia. Oto najwyraźniej czegoś zaniedbali!

– Za górami leży cały ogromny świat – powiedział Tengel niepewnym głosem. Był zdenerwowany. – Ale o tym opowiemy wam kiedy indziej. Teraz posłuchamy Silje.

Nad jeziorem rozległ się krzyk perkoza. Na wodzie zaczęła się kłaść mgła, nikt jednak nie myślał o tym, że robi się późno. Było ciepłe, cudowne lato!

Silje rzuciła Tengelowi niespokojne spojrzenie. Co się z nim działo dziś wieczorem? I przez te ostatnie dni. Czegóż tak nasłuchiwał, dlaczego w jego oczach czaił się strach? Znała męża i wiedziała, jak bardzo jest wrażliwy. Teraz wydawało się, że jest coś, czego nie mógł zrozumieć. Obawiała się tego.

Oderwała od niego wzrok i mówiła dalej:

– A kiedy tak szłyśmy, ty, Sol, i ja, znalazłyśmy Daga, który był równie samotny jak my, tylko dużo, dużo mniejszy.

Jak mały, Silje nie miała odwagi powiedzieć. Nie chciała mówić, że nie miał nawet odciętej pępowiny. Chłopiec nigdy nie może dowiedzieć się o postępku matki!

– To właśnie ty, Sol, usłyszałaś jego płacz. A więc to twoja zasługa, że Dag żyje.

Dzieci popatrzyły na siebie niepewnie, jakby badawczo. A potem ich dłonie złączyły się. Dwie małe, brudne dziecinne rączki.

Właściwie to Dag i Liv trzymają się razem, pomyślała Silje. Sol jest zbyt gwałtowna, za trudna dla maluchów. Ale bez wątpienia cała trójka bardzo się kocha. Na pewno po części sprawiły to surowe warunki panujące na tym pustkowiu. Razem czuli się bezpieczniej.



6 из 177