
Dolina z solniskami została z tyłu. Po prawej stronie ciągnęły się teraz długie, wąskie rowy i piramidalne kupy piasku. W jednym z rowów stała koparka z posępnie zwieszoną łyżką.
Koparkę trzeba stąd zabrać, pomyślał Opanasienko. Po co tu stoi? Niedługo zaczną się burze. Wezmę ją w drodze powrotnej. Szkoda, że jest taka powolna… po wydmach najwyżej pięć kilometrów na godzinę. Ale i tak dobrze… Nogi bolą, zrobiliśmy dzisiaj z Morganem z pięćdziesiąt kilometrów. W obozie będą się niepokoić. No nic, puścimy radiogram z biostacji. Nie wiadomo zresztą, co zastaniemy w biostacji! Biedny Sławin. Ale co za radość — pierwszy maluch na Marsie!
Wreszcie ktoś będzie mógł powiedzieć: „Urodziłem się na Marsie”. Żeby się tylko nie spóźnić! Opanasienko przyspieszył kroku. Ech, ci lekarze, pomyślał. To widać prawda, że mają w nosie zasady. Dobrze, że ich spotkaliśmy. W Bazie najwidoczniej nie zdają sobie sprawy, co to znaczy pustynia nocą. Dobrze by było wprowadzić patrole, a najlepiej zrobić obławę. Na wszystkich crawlerach i łazikach Bazy.
Humphrey Morgan, zanurzony w martwej ciszy, ściskał karabin, przez cały czas patrząc w prawo. Myślał o tym, że w obozie oprócz dyżurnego zaniepokojonego ich nieobecnością wszyscy już pewno śpią; że jutro trzeba będzie poprowadzić grupę do kwadratu E-11; że teraz przez pięć wieczorów pod rząd będzie czyścił Fiodor’s gun, a jeszcze musi naprawić aparat słuchowy. Potem pomyślał, że lekarze to dzielni i odważni ludzie, a Irina Sławina też jest bardzo dzielna. Przypomniała mu się Gala, radiooperatorka w Bazie i ze smutkiem pomyślał, że jak się spotykają, zawsze pyta go o Hasegawę, który ostatnio też coraz częściej przychodzi do Bazy. Trudno zaprzeczyć, że Japończyk jest wspaniałym towarzyszem i mądrym człowiekiem. To on pierwszy podsunął myśl, że polowanie na „latającą pijawkę” (Sora-tobu chiru) jest bezpośrednio związane z zadaniami tropicieli, ponieważ może naprowadzić ludzi na ślad marsjańskich dwunożnych. Właśnie, ci dwunożni… Żeby zbudować dwa gigantyczne satelity i nie zostawić żadnych innych śladów…
