
— Dobrze grają — powiedział Panin basem.
— Dobrze — przyznał Sierioża nie odwracając się.
— Czwórka ma wspaniały serw.
— Tak — Sierioża wzruszył ramionami, ale się nie odwrócił. On też miał dobry serw.
Panin spojrzał na Sieriożę, potem na drzwi i powiedział:
— Dzisiaj cię stąd wyniosą.
Sierioża nie odezwał się.
— Nogami do przodu — dodał Panin.
— Jasne — burknął Sierioża. — Za to ciebie na pewno nie wyniosą.
— Spokojnie, sportsmenie — powiedział Panin. — Sportowiec powinien być spokojny, opanowany i zawsze gotów.
— Jestem spokojny.
— Ty jesteś spokojny? — Panin pchnął go w pierś sztywnym palcem. — Cały wibrujesz. Trzęsiesz się jak maluch na starcie. Przykro patrzeć, jak drżysz.
— To nie patrz — poradził Sierioża. — Patrz lepiej na dziewczyny, dobry serw i te rzeczy.
— Jesteś nieprzyzwoity — powiedział Panin i popatrzył w okno.
— Piękne dziewczyny! I wspaniale grają.
— No to sobie patrz. I staraj się przy tym nie szczękać zębami.
— Ja szczękam zębami? — zdumiał się Panin. — To ty!
Sierioża nie odpowiedział.
— Ja mogę szczękać zębami — dodał Panin po chwili namysłu. — Nie jestem sportowcem. — Westchnął i popatrzył na drzwi. — Żeby już szybciej wezwali…
— Po lewej stronie, w końcu korytarza pojawił się starosta drugiego roku Grisza Bystrow w kombinezonie. Zbliżał się powoli, przesuwając palcem po ścianie. Twarz miał zamyśloną. Zatrzymał się przed Kondratiewem i Paninem i odezwał się smutnym głosem:
— Dzień dobry.
Sierioża skinął głową, Panin rzucił pobłażliwie:
— Dzień dobry, Grigorij. Czy ty wibrujesz przed centryfugą, Grigorij?
— Tak — odparł Grisza Bystrow. — Trochę.
— A widzisz — powiedział Panin do Sierioży. — Grigorij denerwuje się tylko trochę. A przecież Grigorij to maluch.
