— Któryś z naszych zaprogramował list miłosny — powiedział Grisza. — Teraz LANTO w ostatnim cyklu dodaje: „Bez Kopytowa życie nie to, kocham, pozdrawiam, LANTO”. W zwykłym kodzie literowym.

— Pozdrawiam, LANTO — powtórzył Sierioża, masując sobie ramiona. — Poeci. Zabić takich, żeby się dłużej nie męczyli.

— Pomyśleć tylko — odezwał się Panin. — Strasznie te maluchy teraz wesołe.

— I dowcipne — zauważył Sierioża.

— Mnie to mówicie? — westchnął Grisza Bystrow. — Powiedzcie raczej tym idiotom. Dzisiaj w nocy Kan robił kalkulację i zamiast wyniku dostał pozdrowienia od LANTO. Teraz mnie wzywa.

Teodor Kan, zwany Żelaznym Kanem, był naczelnikiem wydziału nawigacji.

— Masz przed sobą interesujące pół godziny — zauważył Panin.

– Żelazny Kan to bardzo energiczny rozmówca.

– Żelazny Kan to wielki esteta — dodał Sierioża. — Nie zniesie starosty, którego kursanci nie umieją sklecić dwóch zdań.

— Jestem prostoduszny facet… — zaczął znowu Panin, ale w tym czasie drzwi się uchyliły i wysunęła się głowa dyżurnego.

— Kondratiew, Panin, przygotować się — powiedział dyżurny.

Panin zamilkł i obciągnął bluzę.

— Idziemy — powiedział.

Kondratiew skinął Griszy głową i wszedł za Paninem do sali treningowej. Sala była ogromna; pośrodku lśniła czterometrowa dźwignia wahadłowa na grubej sześciennej podstawie — Wielka Wirówka. Dźwignia się obracała. Kabiny na jej końcach, pchane siłą odśrodkową, leżały niemal poziomo. Okien w kabinach nie było, kursantów obserwowano ze środka podstawy za pomocą systemu luster. Kilku kursantów, odpoczywających pod ścianą na ławce z zadartymi głowami, obserwowało poruszające się kabiny.

— Czterokrotne — powiedział Panin, patrząc na kabiny.

— Pięciokrotne — poprawił Kondratiew. — Kto tam teraz jest?

— Nguen i Gurgenidze — odparł dyżurny.

Przyniósł dwa skafandry do przeciążeń, pomógł Paninowi i Kondratiewowi je włożyć i zasznurował. W takim stroju człowiek przypominał kokon jedwabnika.



18 из 281