— To woda nas znalazła — stwierdził Nowago. — A za crawler i tale oberwę. Już słyszę Iwanienkę: „Za wodę dziękuję, ale maszyny więcej panu nie powierzę”.

Mandel roześmiał się:

— Jakoś to będzie. W końcu wyciągnąć stąd crawler to nie taki znowu problem… Niech pan spojrzy, jaki piękny!

Na grzbiecie niedalekiej wydmy, odwracając do nich straszną trójkątną głowę siedział mimikrodon — dwumetrowy jaszczur, cętkowany, rudy, prawie w kolorze piasku. Mandel rzucił w niego kamieniem, nie trafił. Jaszczur siedział rozkraczony nieruchomy ni(czym skała.

— Piękny, dumny i niewzruszony — zauważył Mandel.

— Irina mówi, że na plantacji jest ich bardzo dużo — powiedział Nowago. — Dokarmia je…

Jednocześnie przyspieszyli kroku.

Wydmy się skończyły. Szli teraz przez płaską solniskową równinę. Ołowiane podeszwy pobrzękiwały na zamarzniętym piasku. W promieniach białego zachodzącego słońca płonęły wielkie plamy soli, wokół nich, jeżąc długie igły, żółciły się kule kaktusów. Na równinie pełno było tych dziwnych roślin bez korzeni, liści i pni.

— Biedny Sławin — powiedział Mandel. — Pewnie się martwi.

— Ja też się martwię — warknął Nowago.

— No, my jesteśmy lekarzami.

— I co? Pan jest chirurgiem, ja terapeutą. Poród odbierałem raz w życiu, dziesięć lat temu, w najlepszej klinice Archangielska, a za moimi plecami stał profesor…

— To nic, ja odbierałem kilkanaście razy. Nie trzeba się denerwować. Wszystko będzie dobrze.

Pod nogi Mandela wpadła kolczasta kula. Kopnął ją zręcznie, kula zakreśliła w powietrzu długi łuk i potoczyła się, podskakując i łamiąc kolce.

— Uderzenie… i piłka powoli wychodzi na aut — skomentował Mandel. — Mnie niepokoi co innego: jak dziecko będzie się rozwijać w zmniejszonej grawitacji?



3 из 281