— Fascynująca idea, sir — zapewnił dyplomatycznie Clarence.

Vimes rozejrzał się po pokoju. Ściany były z surowego kamienia, okna wąskie… i panował wściekły chłód, nawet w ten słoneczny dzień. Całe to marne jedzenie, tłuczenie się na miotle, sypianie w niewygodnych łóżkach… A potem nocne podróże krasnoludzkimi barkami po ich tajnych kanałach pod górami — bogowie tylko wiedzą, jaką wyrafinowaną dyplomację zastosował Vetinari, żeby to uzyskać, choć owszem, Dolny Król winien był Vimesowi jedną czy drugą przysługę…

…i wszystko to dla tego zimnego zamku nad tą zimną rzeką między tymi głupimi kraikami i ich głupią wojną. Wiedział, co chciałby zrobić. Gdyby to byli ludzie bijący się na ulicy, wiedziałby, jak się zachować. Stuknąłby ich głowami, może przymknął na noc w areszcie… Ale państw nie da się stuknąć głowami…

Vimes przysunął sobie jakieś papiery, przejrzał je, a potem odrzucił.

— Do demona z tym — powiedział. — Co się tam dzieje?

— Jak rozumiem, pozostały jeszcze nieliczne ogniska oporu w trudniej dostępnych regionach twierdzy, ale są właśnie tłumione. Praktycznie rzecz biorąc, twierdza jest w naszych rękach. To był bardzo sprytny podstęp, wasza… sir.

Vimes westchnął.

— Nie, Clarence. To był prymitywny i ograny podstęp. Wprowadzenie do fortecy naszych ludzi przebranych za praczki nie powinno się udać. Na litość bogów, przecież trzech miało wąsy!

— Borogravianie są dosyć… staromodni w takich kwestiach, sir. A przy okazji, wydaje się, że w dolnych kryptach mamy zombi. Straszne stwory. Mam wrażenie, że przez stulecia pochowano tam wielu borograviańskich wyższych oficerów.



11 из 345