
Polly sięgnęła po pióro i złożyła podpis.
— Co to jest?! — zawołał kapral.
— Mój podpis — wyjaśniła Polly.
Usłyszała otwierające się za nią drzwi i odwróciła się niespokojnie. Kilku młodych ludzi… to znaczy, poprawiła się, kilku innych młodych ludzi wcisnęło się do wnętrza. Rozglądali się nerwowo.
— Umiesz czytać i pisać? — zdziwił się sierżant. Zerknął na nowo przybyłych, a potem znów na Polly. — No tak, widzę. Ładne, okrągłe litery… Materiał na oficera, jak nic. Dajcie mu szylinga, kapralu. I obrazek, naturalnie.
— Robi się, sierżancie. — Kapral Strappi podniósł obrazek z uchwytem, podobny do lusterka. — Zróbcie dzióbek, szeregowy Nerds.
— Perks, sir — poprawiła go Polly.
— Niech będzie. Pocałujcie księżnę.
Nie była to dobra kopia słynnego portretu. Obraz za szkłem wyblakł, a coś dziwnego, jakby mech albo co, rosło wewnątrz pęknięć w szkle. Polly musnęła je wargami, wstrzymując przy tym oddech.
— Aha — mruknął Strappi.
Wcisnął jej coś do ręki.
— Co to jest? — Polly spojrzała na niewielki prostokąt papieru.
— To weksel. Ostatnio nie stoimy najlepiej z szylingami — wyjaśnił sierżant, a Strappi skrzywił się niechętnie. — Ale oberżysta postawi ci kufel piwa, z łaski jej wysokości.
Przyjrzał się młodym ludziom.
— Jak już pada, to leje — stwierdził. — Wy, chłopcy, też chcecie się zaciągnąć? Coś podobnego, nawet nie musieliśmy uderzyć w bęben. To pewnie niezwykła charyzma kaprala Strappiego. Podejdźcie bliżej, nie ma się czego wstydzić. Który będzie następny?
