
Sorogetso przywykli do widoku Ambalasei, oczywiście, nie był to przypadek. Miała cierpliwość prawdziwej uczonej, przeto nie przyspieszała na siłę kontaktów z tymi dzikimi stworzeniami. Nadal czuły się niepewnie w obecności większych Yilanè, dlatego zawsze się pilnowała, by przy wydawaniu poleceń czy zadawaniu pytań nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Enge dobrze wykonała swe zadanie nauczenia się ich języka i przekazała tę umiejętność Ambalasei, a ta opanowała ją doskonale. Znała nawet więcej słów niż Enge, bo tą pochłaniały sprawy miasta. Chore czy ranne Sorogetso szukały teraz pomocy u Ambalasei. Zawsze wtedy przybywała, pytała jedynie o objawy choroby, czasem dodatkowo o parę spraw, na pozór mało ważnych. Jej wiedza rosła.
— Są zupełnie pozbawione nauki, patrz na nie, Setèssei, i dziw się. Być może spoglądamy poprzez czas na naszych przodków, na ich życie tuż po pęknięciu jaja czasu. Bronią się trzymanymi przed sobą trującymi pająkami, jak my kiedyś krabami i homarami. A tam, widzisz, jak składają wiązki trzcin? Związane mają znakomite właściwości izolujące, stanowią także schronienie dla owadów. Z jakąż uwagą wznoszą z nich ściany domków, pokrywają je dla ochrony przed deszczem. Tak przywykłyśmy do rosnących na zawołanie sypialń, iż zapomniałyśmy, że kiedyś żyłyśmy tak samo.
— Wolę wygodne miasta, nie lubię spać na gołej ziemi.
— Oczywiście. Zapomnij jednak o wygodach i myśl jak uczona. Obserwuj, rozważaj i ucz się. Nie mają wodo-owoców, więc znów musiały pomóc sobie pomysłem. Czerpią wodę z rzeki wydrążonymi tykwami. A podczas mojej poprzedniej wizyty, gdy przyszłam tu sama, odkryłam coś jeszcze ważniejszego.
— Wielkie przeprosimy za ówczesną nieobecność-konieczność leczenia grzybami zarazy roślin.
