
— Ależ, wielka Ambalasei, to odkrycie o niesłychanym znaczeniu. Enzym rozpuszcza tkanki łączne mięśni, zostawiając gotowe do zjedzenia mięso. Tak samo, jak to się dzieje w naszych kadziach z enzymami. To znaczy, że być może obserwujemy…
— Właśnie. Pierwszy krok poza ogłupiające posługiwanie się narzędziami mechanicznymi, początki opanowywania procesów chemicznych i biologicznych. Pierwszy krok na drodze prowadzącej do prawdziwej wiedzy Yilanè. Rozumiesz teraz, dlaczego zakazałam wpuszczać Sorogetso do miasta, by mogli pozostać przy swych starych zwyczajach?
— Zrozumienie-z-wielkim podziwem. Twe badania tu są wiedzy-rozszerzenie, wartość-niewiarygodna.
— Oczywiście. Przynajmniej trochę doceniasz me wielkie osiągnięcia. — Ambalasei oparta dotąd wygodnie na ogonie wyprostowała się z jękiem.
— Radości intelektualne przytłumione przez wiek ciała — wieczną wilgoć. — Kłapnęła w złości zębami i skinęła na Setèssei. Asystentka wyciągnęła przed siebie stworzenie przytrzymujące. Mrucząca coś do siebie Ambalasei szperała w jego wnętrzu. Przewidując jej pragnienie, Setèssei również sięgnęła do środka i wyjęła mały koszyk.
— Zabójca bólu — oznajmiła.
Ambalasei wyrwała go gniewnie — czy jej potrzeby stały się tak oczywiste? — uchyliła wieczko i wyjęła małego węża, trzymając go za ogon. Poruszał się niespokojnie, gdy chwyciła go tuż za głową, — zmusiła do rozwarcia szczęk, a następnie wbiła sobie w żyłę jego pojedynczy kieł. Zmieniony jad przyniósł natychmiastową ulgę. Uczona znów rozsiadła się wygodnie na ogonie i westchnęła.
— Ambalasei nic dzisiaj nie jadła — powiedziała Setèssei, chowając węża do koszyka i sięgając w głąb pojemnika. — Mam tu przygotowanego węgorza, prosto z kadzi.
Ambalasei wpatrywała się nieprzystępnie w dal, ale rzuciła jednym okiem na galaretowate mięso odwijane przez pomocnicę. To prawda, nic jeszcze nie jadła. Żuła powoli, pozwalając sokom spływać do gardła. Sięgnęła po drugi kawałek.
