Gest ten pełen był mroku, bez śladu nadziei.

— Co to znaczy? — zapytał Kerrick, oszołomiony strasznymi wydarzeniami.

Nadaske wzdrygnął się, lecz nic nie powiedział. Również Imehei długo jeszcze się nie odzywał. Potem poruszył się i zaczął trzeć siniaki na ramionach i udach. W końcu wstał powoli, zwracając na Nadaske szeroko rozwarte, puste oczy.

— Jak długo? — spytał Nadaske.

— Przy dwóch chyba dostatecznie.

— Możesz się mylić.

— Wkrótce się przekonamy. Musimy zaraz wracać do miejsca spoczynku.

— Idziemy.

Imehei zachwiał się, lecz ruszył. Nadaske podszedł do niego i otoczył go silnym ramieniem. Pomógł mu iść, a raczej wlec się z trudem. Powędrowali tak wzdłuż jeziora i zniknęli wśród drzew. Nie odwrócili się ani nie przemówili do Kerricka, zupełnie o nim zapominając.

Chciał im zadać kilka pytań, ale nie zrobił tego. Czuł, że był świadkiem wielkiej tragedii, choć niezupełnie ją rozumiał. Przypomniał sobie piosenki śpiewane zwykle przez samców w hanalè, piosenki napomykające ponuro o wielkim lęku przed plażami.

— Dość!

Powiedział to na głos, patrząc na rozdarte, martwe ciała. Chciał się dowiedzieć, co spotkało Imehei, ale to mogło poczekać. Będzie jeszcze miał dość czasu na poznanie znaczenia widzianych przez siebie straszliwych wydarzeń. Na razie musi zatroszczyć się o swój sammad. Co dalej? Co zrobić z ciałami i zapasami?

Trzy Yilanè wybrały się na łowy. Teraz nie żyją. Ile czasu minie, nim zauważą ich nieobecność? Nie sposób było to stwierdzić, dowiedzieć się, czy już ich nie szukają. Musi to jednak przyjąć za pewnik. Musi zatrzeć wszelkie ślady popełnionej tu zbrodni. Najpierw ciała. Czy je pogrzebać? Nie. Odnajdą je padlinożercy, wykopią i pozostawią kości. Truchła Yilanè muszą zniknąć bez śladu. Jedynym wyjściem jest jezioro.



27 из 300