
— Czy nadal masz tę nienawiść?
— Nie. — Uniósł nóż. — To nas różniło. Uczynił to pomimo wszystkiego, co mu zrobiłem, pomimo mego postępowania wobec jego sammadu. Powstrzymał murgu i przesłał to, byśmy wiedzieli, że to on przerwał atak.
Herilak opuścił nóż i spojrzał przez ogień.
— Powiedz mi, Sanone, czy zrobiliśmy wszystko, co obiecaliśmy? Gdy zdechły nasze śmiercio-kije i poszliśmy do miasta na brzegu, Kerrick powiedział nam, co trzeba zrobić i wszyscy sammadarzy się na to zgodzili. Dostaliśmy nowe śmiercio-kije dopiero wtedy, gdy zgodziliśmy się zostać w mieście i bronić go. Czy to uczyniliśmy?
— To już skończone. Broniliśmy miasta dobrze, aż zostaliśmy z niego wyparci. Goniące nas murgu atakowałeś z wszystkimi umiejętnościami łowców Tanu. Teraz jesteśmy bezpieczni, bo jak ty wierzę, iż to właśnie oznacza nóż. Jeśli chcesz odejść, a tego samego pragną łowcy sammadów, to musicie odejść.
— A śmiercio-kije?
— Są wasze. Co sądzą inni sammadarzy?
— Są zgodni, wszyscy. Czekają tylko na ciebie, byś nas zwolnił.
— A dokąd pójdziesz?
— Na pomoc! — Nozdrza Herilaka zadrgały, jakby poczuł puszczę i śnieg. — Ten ciepły kraj nie jest dla nas, nie możemy tu przebywać do końca naszych dni.
— Idź więc do innych. Powiedz to, co obaj wiemy. Że Kerrick uwolnił nas od murgu. Nie musicie już tu pozostawać.
Herilak skoczył na nogi, uniósł wysoko nóż i krzyknął z radości. Jego głos odbił się echem od ścian doliny. Sanone kiwnął ze zrozumieniem głową. Dolina była domem Sasku, ich ostoją, życiem. Ale dla łowców z północy stanowiła pułapkę.
Wiedział, że odejdą przed następnym zmierzchem. Wiedział też, że gdy inne sammady udadzą się w puszcze, by tam polować, Herilak się od nich odłączy. Wyruszy na wschód, nad ocean, potem skieruje się na południe, w stronę miasta murgu. Nie dysponuje swym życiem, złoży je w ręce Kerricka.
Dopiero przed samym świtem zmęczenie zamknęło oczy Kerricka. Długo siedział bezczynnie przy wygasłym ognisku i wpatrywał się w jezioro. Patrzył na spokojne wody, gwiazdy wędrujące powoli po niebie, wcielone w nich tharmy zmarłych wojowników. Przesuwały się wytrwale nad jego głową, by wreszcie zniknąć w wodach jeziora. Zasnął, gdy zaszedł również księżyc i jezioro pociemniało.
