Obudził się nagle bladym świtem, gdy ktoś dotknął jego ramienia. Odwrócił się i ujrzał Darras.

— Co się stało? — Ledwo zadał to pytanie, zatykał go strach.

— Musisz zaraz przyjść. — Odwróciła się i odeszła, a on pobiegł za nią, minął ją i odrzucił skórzaną połę zamykającą wejście do namiotu.

— Armun!

— Wszystko dobrze — dobiegł z mroku jej głos. — Nic się nie stało. Chodź zobaczyć swą córkę.

Odsunął połę szerzej i w słabym świetle ujrzał uśmiech Armun.

— Tak się martwiłam, bałam się bardzo, że dziecko będzie miało takie usta jak ja, ale teraz strach minął.

Opadł przy niej, nagle osłabły z ulgi i odsunął futra zasłaniające twarzyczkę dziecka. Było pomarszczone i czerwone, z zamkniętymi oczkami, cicho łkało.

— Choruje — coś jej jest!

— Nie. Wszystkie dzieci tak wyglądają zaraz po urodzeniu. Za chwilę pójdziemy spać, ale najpierw nadaj jej imię. Brak imienia to wielkie niebezpieczeństwo dla dziecka.

— Jak ją więc nazwiemy?

— To ty musisz zdecydować — powiedziała stanowczo. — Jest twoją córką. Musisz nadać jej imię. Dziewczęce imię, ważne dla ciebie.

— Armun, to imię wiele dla mnie znaczy.

— Niedobrze, nie może być dwóch Armun. Najlepiej nadać imię kogoś ważnego, lecz już nieżyjącego.

— Ysel — to imię pojawiło się samo, nie przywoływane. Od wielu lat o niej nie myślał. — Umarła, ja przeżyłem. Vaintè ją zabiła.

— To więc bardzo dobre imię. Skoro umarła po to, byś ty mógł żyć, to nie ma ważniejszego imienia. Ysel i ja pójdziemy teraz spać.



36 из 300