Słońce grzało mocno, powietrze pachniało świeżością, zaczynał się nowy dzień, wszystko było jak należy. Kerrick poszedł radośnie nad jezioro, by się tam umyć i pomyśleć o planach na dziś. Czeka ich jeszcze wiele pracy przed odejściem. Ale odejdą, gdy tylko pozwoli na to stan Armun. Sama wybierze ten dzień. Muszą być na to przygotowani. Opryskał wodą twarz, obmył ją całą. Otarł oczy przedramieniem i zobaczył między drzewami pierwsze promienie słońca, zaczynały grzać piasek.

Spokojne ciało Imehei leżało w wodzie. Nadaske siedział przy nim w typowym dla Yilanè bezruchu.

Dzień stracił swój urok. Kerrick podchodził powoli, w milczeniu, nic też nie mówił, gdy stanął nad nieruchomym Imehei, oddychającym powoli przez na wpół otwarte usta. Narastały w nich i pękały banieczki śliny. Nadaske skierował na Kerricka jedno oko, potem je odwrócił.

— Pragnienie mówienia — oznajmił Kerrick i czekał, aż Nadaske znów na niego spojrzy.

— Odejdziemy za kilka dni. Zapolujemy, zostawimy wam mięso.

— Nie trzeba. Pozielenieje i zaśmierdnie. Będę łowił ryby, starczy ich dla nas obu. Dlaczego nie odchodzicie teraz?

Armun i dziecko, a tu nieprzytomny Imehei obarczony wbrew swojej woli jajami; podobieństwo tych sytuacji było niepożądane i Kerrick nie chciał go przywoływać.

— Czas jest nieodpowiedni, musimy się przygotować, zgromadzić pożywienie.

Nadaske umilkł i Kerrickowi nie pozostawało już nic do zrobienia, nic do powiedzienia. Wrócił powoli do obozowiska Tanu. Ortnar już nie spał, nadzorował Harla przymocowującego groty do strzał.

— Będziemy ich potrzebować — powiedział Ortnar. — Podczas łowów w drodze nie zawsze można odzyskać wystrzelone. Teraz, gdy dziecko już się narodziło, możemy wyruszać.

— Dopiero gdy Armun odzyska siły. Musimy jednak wszystko przygotować, by wyruszyć, gdy tylko ona będzie mogła. Powinniśmy się teraz zastanowić, dokąd pójść?

— Mocniej, zaciskaj rzemyk mocniej, bo stracimy grot.



37 из 300