
Narysował na piasku kółko oznaczające jezioro. Potem przesunął włócznię wzdłuż linii i wskazał brzeg.
— Znam to miejsce. Kiedyś tam polowaliśmy. Leży na północ od jeziora w tej samej odległości co jezioro od miasta. Czy to dostatecznie daleko?
— Mam nadzieję. Blisko czy daleko, znajdą nas, jeśli tylko zechcą. Gdy to nastąpi, będziemy mogli uciec w śniegi i zostawić ich z tyłu. Co tam jest?
— Rzeka ze słoną wodą, a dalej laguna pełna latających ptaków. Jeszcze dalej leży wyspa. Za nią jest następna cieśnina i leżąca wzdłuż oceanu wąska wyspa. Myślałem o niej. Możemy wybić wszystkie niebezpieczne murgu na dużej wyspie. Jest tam wiele zwierzyny i ryb. Duża wyspa nie leży na pełnym morzu. Choćby pływające stworzenia murgu wyruszyły wzdłuż brzegu, a nawet wylądowały, to nie odnajdą nas. To najlepsze, co mogłem wymyślić.
— Nie potrafiłbym zaplanować niczego lepszego. Pójdziemy tam — gdy tylko Armun będzie mogła. Przedtem musimy upolować zwierzynę i uwędzić mięso, przygotować ekkotaz. Im mniej czasu podczas drogi stracimy na łowy, tym szybciej znajdziemy się na miejscu.
Z namiotu rozległ się nagle głośny płacz dziecka. Arnwheet podbiegł do Kerricka i zmartwiony chwycił go za rękę. Łowca uśmiechnął się do syna i pogładził jego splątane włosy.
— Nie martw się. Wszystkie niemowlaki tak wrzeszczą. Masz teraz siostrę. Ona musi być bardzo silna, skoro tak krzyczy. Arnwheet popatrzył powątpiewająco, ale się uspokoił.
