
— Ambalasei wcześnie zaczyna pracę. Czy odwiedzimy dziś Sorogetso?
— Nie. Nie będę pracować. Poświęcę ten dzień na rozmyślania, wygrzewanie się w słońcu, przyjemności rozważań.
— Ambalasei jest najmądrzejszą z mądrych. Fargi trudzą swe ciała, jedynie Ambalasei potrafi pracować myślami. Czy mam pomalować twe ramiona w delikatne wzory na znak, że nie wytężasz swych kończyn?
— Doskonała myśl-właściwość pomysłu.
Wychodząc spiesznie po naczynia i pędzle Setèssei obejrzała się i z radością ujrzała Ambalasei sadowiącą się na słońcu.
Usiadła na ogonie i odpoczywała w cieple. To bardzo dobrze. Zaraz jednak drogę zagrodziła jej chuda, znana aż za dobrze Yilanè.
— Słyszałam wielki hałas z miejsca, gdzie Ambalsei pracuje-śpi. Chcę z nią pomówić — powiedziała Far‹.
— Zabronione-niewłaściwe-zgubne — odparła Setèssei z dodatkiem kontrolerów zdecydowania i polecenia.
— To ważna sprawa.
— Jeszcze ważniejsze jest to, by dziś nikt nie przeszkadzał Ambalasei. Przekazuję jej rozkaz. Czy zamierzasz go nie posłuchać?
Far‹ chciała coś powiedzieć, lecz przypomniała sobie wybuchy gniewu Ambalasei i zmieniła zdanie wyrażając przeczenie.
— Świetnie — powiedziała Setèssei. — Zawiadom teraz wszystkie, które spotkasz, że nikt nie może zbliżyć się do wielkiej Ambalasei ani z nią mówić, dopóki na niebie wisi słońce.
Słońce było bardzo przyjemne; Ambalasei odpoczywała radując się jego ciepłem. Dopiero po pewnym czasie poczuła lekkie dotknięcia na ramionach ł otworzywszy oczy, spojrzała z zadowoleniem na kładzione na nie wzory.
