
Żadnej z tych myśli nie dało się wyczytać z jego pomarszczonej, ciemnej twarzy. Tchnęła spokojem i niczego nie zdradzała. Sanone siedział ze skrzyżowanymi nogami przy ognisku, słuchał i patrzył, lecz nic nie mówił. Jeszcze nie teraz. Miał prawo tu być, choć był Sasku, a nie Tanu i rozumiał, dlaczego siedzi poza kręgiem łowców, wśród kobiet. Malagen poczuła jego wzrok i odsunęła się głębiej w ciemność. Patrząc na nią, Sanone nie zmienił miny, lecz nozdrza zadrgały mu z niepokoju, gdy obok przebiegły wrzeszczące dzieci, obsypując go piaskiem. Otrzepał się i spojrzał na Herilaka, który wstał, by zabrać głos.
— Wiele zrobiliśmy. Wycięliśmy nowe tyczki do włóków, naprawiliśmy rzemienie uprzęży. Mięso już się uwędziło. Zrobiliśmy już chyba wszystko, co należało. Powiedzcie, jeśli o czymś zapomnieliśmy.
Wstała Merrith, demonstrując obraźliwe gesty próbującym ją powstrzymać łowcom. Wysoka i silna jak łowca żyła samodzielnie po śmierci Ulfadana.
— Mówisz o opuszczeniu doliny Sasku. Ja pomówię o zostaniu w niej.
Siedzące za nią kobiety milczały, łowcy głośno wyrażali niezadowolenie. Zaczekała, aż się uspokoi, by mówić dalej.
— Łowcy mają usta w niewłaściwym miejscu — ich słowa brzmią jak pierdnięcie. Jest tu dobre jedzenie, na wzgórzach można polować. Po co mamy odchodzić?
Kilka kobiet krzyknęło potwierdzająco, zaczęła się gorąca, bezładna dyskusja. Sanone słuchał tego z kamienną twarzą, nie zdradzając swych myśli. Herilak czekał na próżno, by się uspokoili, a potem krzyknął, żądając ciszy. Posłuchali go natychmiast, bo dowodził nimi w wojnie z murgu i dzięki niemu przeżyli.
— To nie miejsce do omawiania takich rzeczy. Tanu nie zabijają Tanu. Prawdą jest także to, że Tanu nie rządzą Tanu. Łowcy, którzy zechcą odejść, odejdą. Ci, którzy zechcą zostać, zostaną.
