No tak, chłopak ruszył z wyciem, wzbijając chmurę pyłu. Jamie przełączył napęd na cztery koła i ruszył za nim, siłując się z kierownicą podskakującej furgonetki zaciśniętymi rękami.

Al Waterman był sklepikarzem w Santa Fe przez całe swoje dorosłe życie, miał mieszkanie w mieście i chatkę narciarską w górach, ale teraz umierał i wrócił do rezerwatu, w którym się urodził.

Chyba wszyscy znali Ala i jego słynnego wnuka, który poleciał na czerwoną planetę. Wszędzie, gdzie Jamie się zatrzymywał, by spytać o drogę, wiedzieli doskonale, gdzie znajduje się hogan Ala. Problem polegał jednak na tym, rozmyślał Jamie w podskakującej furgonetce, że przy tych starych drogach nie było drogowskazów. Tylko ciemność i bezchmurne pustynne niebo. Tysiące gwiazd, ale ani jednego znaku, który wskazałby mu drogę.

W końcu półciężarówka przyhamowała i zatrzymała się przy niskiej wypukłości hoganu. Jamie zaparkował przy nim, ale młody człowiek już cofał półciężarówkę, ruszając do domu.

— Dzięki! — krzyknął Jamie przez okno.

— …za co! — doleciało od półciężarówki, która parsknęła żwirem i z wyciem odtoczyła się w ciemność.

Boi się śmierci, pomyślał Jamie. Nawaho nie pozostawali w miejscach, gdzie ktoś umarł, z szacunku czy ze strachu przed złymi duchami — tego Jamie nie wiedział. Opuszczą ten hogan, kiedy Al umrze. Ciekawe, co robią z przyczepami kempingowymi? Jamie zadał sobie to pytanie wychodząc z furgonetki.

Hogan wyglądał prawie jak zaokrąglona sterta wyschniętego błota na pustynnym piasku, z małym światełkiem przebijającym się przez zakryte zasłoną okno. Noc była chłodna lecz bezwietrzna; ciemne niebo było tak czyste, że mrugające gwiazdy wyglądały, jakby były tak blisko, że można je dotknąć.

W środku było chłodniej. Jamie nie rozpinał błękitnej kurtki; budzący litość mały ogień w kominku dawał migoczące światło, ale nie ciepło. Stara kobieta siedziała na podłodze koło ognia, owinięta w kolorowy koc. Skinęła Jamiemu głową, ale nie odezwała się, milcząca i nieporuszona jak skała.



3 из 457