Mogłem szukać któregoś z nich; Olafa. Byłoby to już wyraźnym przekroczeniem zaleceń

Adaptu. O, bo oni niczego nie nakazywali, powtarzali wciąż, że działają w moim interesie, że mogę robić, co chcę; nawet skoczyć z Księżyca prosto na Ziemię (to dowcipny doktor Abs), jeśli aż tak mi się śpieszy. Nie liczyłem się z Adaptera, ale Olafowi mogło to nie odpowiadać.

W każdym razie napiszę do niego. Mam adres. Praca. Starać się o pracę? Jaką, pilota? I co, robić kursy Mars — Ziemia — Mars? Na tym się znałem, ale…

Przypomniałem sobie nagle, że mam jakieś pieniądze. Właściwie nie były to pieniądze, nazywały się inaczej, ale nie pojmowałem różnicy, skoro wszystko można było za nie dostać.

Poprosiłem o połączenie z miastem. W słuchawce zapulsował daleki śpiew. Telefon nie miał numerów ani tarczki, może trzeba było wymienić nazwę banku? Miałem ją zapisaną na kartce, kartkę — w ubraniu. Zajrzałem do łazienki; leżało już w szafce, jakby świeżo wyprane, w kieszeniach były moje drobiazgi i ta kartka.

Bank nie był bankiem — nazywał się Omnilox. Wymieniłem tę nazwę i tak szybko, jakby właśnie na moje odezwanie się czekał, dał się słyszeć gruby głos:

— Omnilox słucha.

— Nazywam się Bregg — powiedziałem — Hal Bregg, i mam podobno u was konto… chciałem się dowiedzieć, wiele tego jest?.

Coś trzasło i inny, wyższy głos, powiedział:

— Hal Bregg?

— Tak.

— Kto otworzył konto?

— śekos — śegluga Kosmiczna, na zlecenie Instytutu Planetołogicznego i Komisji Kosmicznej ONZ, ale to było sto dwadzieścia siedem lat temu…



47 из 235