Chyba jednak nikt nie dał się nabrać, ponieważ Gustavo nie odwołał ślubu, tylko wymienił jedną oblubienicę na drugą. Joanna zachowywała się tak, jakby zupełnie jej to nie obchodziło, wiedząc, że na domiar złego musi pojawić się na zaślubinach i weselu, bo inaczej jej uczucia wyjdą na jaw.

Jednak w noc poprzedzającą ceremonię już nie wystarczało jej szlochanie w poduszkę, chciała krzyczeć z całych sił. Nie zważając na szalejącą burzę wymknęła się bocznym wejściem do lasu, gdzie oddała się rozpaczy, wyjąc jak zranione zwierzę.

– Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?!

Dlatego, że on kocha ją, a nie ciebie, odpowiedziała sama sobie. Dlatego, że tamta jest piękna i olśniewająca, a ty najzupełniej przeciętna. Dlatego, że żadne pieniądze świata nie są w stanie zmusić go do miłości.

Kiedy minął pierwszy szał, wcale nie poczuła się lepiej, za to była zupełnie wykończona. Osunęła się na kolana, oparła się o pień i wyszeptała zachrypniętym od krzyków głosem:

– Czemu to zrobiłam? Czemu tak łatwo go oddałam? Mogłam zostać jego żoną i sprawić, żeby mnie w końcu pokochał.

Ogarnął ją straszliwy żal, zaczęła płakać, cicho i bezradnie, nieszczęśliwa do granic możliwości. Po jakiejś godzinie wstała z trudem i wróciła do domu, modląc się w duchu, by nikogo nie spotkać. Na parterze nie było żywej duszy, na piętrze również i Joanna już prawie znalazła się przed drzwiami swego pokoju, gdy z sąsiedniego korytarza wynurzył się ubrany w szlafrok Gustavo, który zamarł na jej widok. Nic gorszego nie mogło jej się przydarzyć.

– Joanno, co się dzieje? Byłaś na zewnątrz? Podczas burzy?

– Kiedy wychodziłam, nie padało.

– Ale przecież leje od dobrej godziny!

– Poszłam na bardzo długi spacer i nie zdążyłam wrócić przed deszczem.



16 из 108