
August był wzruszony, że może znowu oglądać „tę wspaniałą panienkę Ororę”. Panna Orora jest bardzo miła, choć nosi takie dziwaczne imię. Jak ona to pisze? Jest okrąglutka i ma niezwykle ciepłe oczy, dokładnie taka powinna być kobieta.
Ale nie wolno mu było jej dotknąć. Jest przecież zwyczajnym wieśniakiem. Na dodatek nie ma nawet gospodarstwa.
August westchnął ciężko na myśl o tym pięknym dworze, który od dawna popada w ruinę, a którym nikt się nie zajmuje. On wiedziałby dokładnie, jak go poprowadzić. No a teraz ta okropna baba, która tak strasznie się obchodzi ze swoją piękną córką Ororą, ma zamiar wszystko sprzedać. Jakimś ludziom z miasta, którym potrzebna jest mała wiejska siedziba!
Wiejska siedziba? Mała? Taki wspaniały dwór!
Gdyby tylko August miał pieniądze, to na pewno starałby się go kupić. Ale, niestety, nie miał. Wspomniał o swoich marzeniach pannie Ororze, bo z nią świetnie mu się rozmawiało. Zawsze z takim zrozumieniem patrzyła na niego tymi swoimi oczyma jak gwiazdy…
August był na tyle niedoświadczony, że nie zdawał sobie sprawy, iż to nie zrozumienie, lecz podziw płonie w małych oczach Aurory i że to właśnie ów podziw sprawia, iż błyszczą jak gwiazdy.
Teraz, kiedy tak wszyscy posłusznie podążali za pastorem, Aurora miała własne zmartwienia. Nie wiedziała, jak ma zacząć swoją sprawę. Tu potrzeba było taktu, dyplomacji i bystrego umysłu i należało działać ostrożnie, by dwór dostał się we właściwe ręce.
Tiril jest taka śliczna, myślała Theresa, zarazem dumna i przygnębiona, stojąc wraz z nielicznymi gośćmi w ciasnym pomieszczeniu obok zakrystii. Księżna wspominała własny, organizowany z wielkim przepychem ślub z Adolfem von Holstein – Gottorp. Wspominała dawny ból i rozpacz.
