Wszyscy zajęli miejsca w powozach. I wszyscy byli zgodni co do tego, że mimo wielkiej prostoty uroczystość w pomieszczeniu koło zakrystii pozostanie w ich pamięci jako bardzo podniosła chwila.

Myśli Aurory krążyły nieustannie. Jak wielokrotnie przedtem odczuwała coś na kształt nienawiści do swojej matki. Teraz bardziej niż kiedykolwiek. Gdyby wszystko było inaczej (to znaczy, gdyby matka umarła, ale na takie stwierdzenie nigdy sobie nie pozwalała, wystarczało jej to „gdyby wszystko było inaczej”), to może ona, Aurora, mogłaby przeżyć kilka szczęśliwych lat w tym norweskim majątku.

Z pomocą przyszła jej Theresa. Obie wysoko urodzone panie siedziały w jednym powozie.

Olbrzym August wrócił właśnie na swoje miejsce.

Theresa uśmiechnęła się przelotnie.

– Auroro, masz tu wielbiciela!

Przyjaciółka zarumieniła się gwałtownie.

– Tak myślisz?

– Myślę? Przecież on pędzi na każde twoje skinienie, że mało nóg nie pogubi.

Aurora westchnęła, uszczęśliwiona, a zarazem bezradna.

– Żeby tak wszystko mogło być inaczej!

Ja wiem. Twoja matka.

– I nie tylko to. Jeszcze warstwa społeczna. Pieniądze. Duma.

Theresa skinęła głową.

– Wiem, że August bardzo chętnie kupiłby dwór, gdyby tylko mógł. Seline mi o tym wspominała. On uważa, że to okropne oddawać taki dwór mieszczuchom.

– Ja też tak uważam. Wszystko mogłoby się ułożyć znakomicie!

Księżna przyglądała jej się z boku.

Czy myślałaś, Auroro, żeby tu zamieszkać? Na stałe?

Nic nie sprawiłoby mi większej radości! – zawołała Aurora, która nic a nic nie wiedziała o strasznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w pobliżu. – Sama jestem w gruncie rzeczy człowiekiem bardzo prostym, szlachectwo mnie krępuje.



15 из 177