
– No, to rzeczywiście brzmi interesująco. Poza tym uważam, że jesteś urodzonym organizatorem, Auroro – uśmiechnęła się Theresa. – No i w końcu zdarzało się, że kobiety wysokiego rodu wychodziły za mąż poniżej swego stanu, chociaż najczęściej, niestety, w grę wchodziły pieniądze. Gdyby August został właścicielem tego dworu…
– Och, tak – westchnęła Aurora, a powóz toczył się po ściętej jesiennym przymrozkiem drodze. – Wtedy sprawy dałoby się jakoś ułożyć, przy protestach, rzecz jasna, ale byłoby to możliwe.
W oczach Theresy pojawił się błysk.
– Siedziałam i zastanawiałam się… krewni mego męża z radością wykupili zamek Gottorp. Dzięki temu otrzymałam dodatkowe pieniądze, których nie chcę zatrzymać. Gdybym. znalazła odpowiedniego człowieka, na przykład mojego zaprzyjaźnionego od lat bankiera, który by przelicytował tych ludzi z miasta…
Aurora aż podskoczyła z radości.
– Thereso! Wspaniale! Ale ja muszę ci ten dług zwrócić w przyszłości! Moja droga mama siedzi na worku z pieniędzmi, nie dostanę wprawdzie ani grosza przed jej śmiercią, lecz przecież nawet ona nie jest wieczna!
Theresa roześmiała się głośno.
– Porozmawiamy o tym później. Najtrudniej jednak chyba przekonać Augusta, że dwór należy do niej chociaż został kupiony za moje pieniądze. Boję się też, czy twoja matka zechce go zaakceptować jako nowego właściciela.
– Nie, absolutnie nie. Poza tym Lizuska zdążyła już zwąchać pismo nosem, to znaczy domyśla się, że coś jest między mną i Augustem, chociaż żadne niczego, ani wobec innych, ani nawet wobec siebie nawzajem, nie okazywało.
