
– Nie jestem tego pewien, wasza wysokość – odparł Móri. – Chociaż, rzeczywiście, znam ją dłużej.
Theresa skinęła głową.
– Jak dalece byłaby ona w stanie znieść niechęć ludzi i inne przeciwności losu?
O mój Boże, jeszcze jakieś przeciwności? Czy nigdy nie będzie temu końca, myślał Móri.
– O ile wiem, Tiril jest zdolna znieść bardzo wiele – powiedział głośno. – Ale ona jest teraz naprawdę zmęczona i powinna być otaczana wyłącznie opieką i serdeczną troskliwością.
– Pojmuję to bardzo dobrze i zrobiłabym dla niej wszystko, musisz jednak zrozumieć, mój kochany zięciu, który stajesz mi się coraz droższy w miarę, jak cię lepiej poznaję… kiedy po raz ostatni przebywałam w zamku Gottorp, nawiązałam kontakty z moją rodziną w Hofburgu, w Wiedniu. Chciałam przygotować ich na to, że wrócę z córką, i zabiegałam, by Tiril została dobrze przyjęta. Moi rodzice nie żyją, natomiast cesarz i dwoje mego rodzeństwa, mieszkający w Hofburgu, nie chcą nawet o niczym słyszeć. Całkiem niedawno rodzina przeżyła wielki skandal, kolejnego dom książęcy nie zniesie. Wiesz, jest wielu takich, którzy tylko czyhają na okazję, by zagarnąć tron, zwłaszcza że pozycja cesarza jest bardzo niepewna. Pojęcia nie mam, jak powiedzieć o tym wszystkim Tiril.
– O, jeśli nie mamy poważniejszych zmartwień, to naprawdę nie ma się czym przejmować – rzekł Móri z ulgą. – Największym problemem Tiril było właśnie to, że będzie musiała być przedstawiona u dworu. „Żebym mogła tego uniknąć, wszystko byłoby znakomicie”, powiedziała mi nie dalej jak wczoraj.
– Och, to wspaniale! – ucieszyła się Theresa. – Mój brat zaproponował, bym zajęła Theresenhof i tam zamieszkała… Nie, to nie po mnie dwór ma nazwę, to była Theresia, moja krewna, która żyła dawniej. W naszej rodzinie mnóstwo jest takich imion: Therese, Theresa, Maria Theresa. To bardzo ładna, nieduża posiadłość w Kärnten, na zachód od Wiednia.
