– Świetnie! – powiedział Móri, starając się, by jego głos brzmiał możliwie jak najbardziej entuzjastycznie. Stworzenie ukochanej własnego domu od wielu miesięcy stanowiło jego życiowy cel. Najchętniej zamieszkałby z nią na Islandii. Był jednak kompletnie bezsilny. Ze sprawami materialnymi nigdy sobie dobrze nie radził.

Theresa dodała z pewnym ociąganiem:

– Pomyślałam więc, że moglibyśmy tam zamieszkać, wszyscy troje. Jeśli zgodzisz się przyjąć pod swój dach teściową…

Ona również była bezdomna, także została odepchnięta. Móri uśmiechnął się ciepło i promiennie.

– Co też wasza wysokość! Tiril będzie na pewno zachwycona!

– Dzięki ci za te słowa. Przecież jeśli o nią chodzi, mam tak wiele do odrobienia. Tyle trzeba naprawić. Mój brat poczynił już przygotowania na nasze przyjęcie, zgromadził służbę i wszystko, co potrzeba. To człowiek o dobrym sercu, chociaż z pozoru bardzo surowy. Nie szczędził mi ostrych wymówek, na szczęście listownych, za lekkomyślność w młodości, ale wiem, że z radością spotka Tiril. Niestety, nie może się to dokonać w Hofburgu.

– To zrozumiałe. Ale, – księżno… Pani jeszcze nie o wszystkim mi powiedziała, prawda? Od wielu dni dręczy panią jakieś zmartwienie, a przecież ta rodzinna sprawa, o której teraz rozmawiamy, nie może być przyczyną aż tak wielu ciężkich westchnień i pełnych lęku spojrzeń. Przy najmniejszym szeleście wasza wysokość po prostu podskakuje.

Theresa położyła rękę na jego dłoni.

– Jesteś bardzo dobrym obserwatorem, Móri. To prawda, że mam poważne zmartwienia. Ale to sprawy tak dziwne, że nawet nie jestem w stanie o nich mówić.

Móri zmarszczył brwi. Theresa dostrzegła niepokój na jego twarzy.

– Wasza wysokość, proszę mi o wszystkim opowiedzieć!

Przez cały wieczór padało. Deszcz ze śniegiem zacinał w okienne szyby.

Ale teraz pogrążeni w rozmowie nawet nie zauważyli, że deszcz ustał i nieoczekiwanie małe szybki rozjaśnił blask księżyca. Pogoda musiała się zmienić jakiś czas temu, ale dwoje ludzi w izbie, zajętych swoimi sprawami, niczego nie zauważyło.



22 из 177