Nagle Móri spojrzał na księżyc i zadrżał. Przerażało go to, co Theresa miała mu opowiedzieć.

„Księżyc świecił, lecz jego zimny blask

Był jak ognie Elma, co na masztach płoną,

Gdy wieczór cieniem kładzie się na morze,

Jak błędny ognik, jak światła smolnych drzazg,

Lub jak ów błysk, co go w noc jesienną

Twe oko przelotnie pochwyci nad grobem.

Fragment pierwszej części poematu

Gustafa Frödinga „Sny w Hadesie”.

Rozdział 4

Theresa również zwróciła teraz uwagę na zmianę, jaka zaszła w pogodzie.

– Zrobiło się zimniej – powiedziała cicho.

– Tak.

– W tych okolicach jednak zazwyczaj chłody nie są bardzo dokuczliwe. W każdym razie nie takie jak w Norwegii.

Móri nie odpowiadał. Siedział i przyglądał się tej jeszcze młodej kobiecie, która została właśnie jego teściową. Była bardzo podobna do Tiril, tylko twarz miała nieco szczuplejszą i w ogóle wydawała się jakby drobniejsza. Miała też w sobie wrodzoną szlachecką godność, której w Tiril pozostało niewiele, Tiril bowiem była spontanicznym dzieckiem natury.

Cóż to musiał być za drań, ten który wykorzystał taką wtedy młodą Theresę? I dlaczego ona chroni jego nazwisko, można powiedzieć – zębami i pazurami? Jak mężczyzna może zrobić coś takiego spragnionej miłości młodej dziewczynie, właściwie jeszcze dziecku? Móri domyślał się, że ojciec Tiril wie o istnieniu córki. Ale gdzie on się podziewa? Dlaczego nie poczuwa się do odpowiedzialności?

Theresa mówiła coś o ciepłej pogodzie. Móri uznał, że nie chce odpowiadać na jego pytanie.

– Mam nadzieję, że jutro pojedziemy dalej – powiedziała, oglądając się niespokojnie przez ramię.

– Proszę kontynuować opowiadanie, wasza wysokość.



23 из 177