Księżna westchnęła.

– Cóż, zacznę od sprawy najprostszej. Przedwczoraj rano, kiedy już mieliśmy opuszczać gospodę w… ech, zapomniałam, jak się to miejsce nazywa, ale to bez znaczenia. Wtedy podeszła do mnie karczmarzowa i powiedziała, że obawia się, iż popełniła głupstwo.

Móri spoglądał pytająco na swoją teściową.

– Karczmarzowa wyjaśniła mi, że jakiś tydzień temu przybył do gospody gość i niby przypadkiem zapytał, czy daleko stąd do zamku Gottorp.

Na te słowa Móri nastawił uszu.

– Karczmarzowa odpowiedziała mu, że to zaledwie dzień drogi, i zapytała, kogo ma zamiar tam odwiedzić. Ów nieznajomy oświadczył, że księżnę Theresę. Przecież księżna wyjechała na północ, zdziwiła się wtedy kobieta i wyjaśniła, że jej wysokość kierowała się do Norwegii. To sprawiło, że obcy zmienił kurs i również podążył na północ. Karczmarzowa nie wiedziała, co o tym myśleć, zamartwiała się, że wprowadziła człowieka w błąd, bo nie miała pojęcia, że ja tak szybko wrócę.

– Czy zapytała ją pani, jak ten człowiek wyglądał? – chciał wiedzieć Móri.

– Tak. Bo i ja się zmartwiłam z jego powodu. Myślałam, że to ktoś, kogo znam. Ale tak nie było. Karczmarzowa opisała go jako niezwykle przystojnego mężczyznę, mówiącego bardzo źle po niemiecku. Jej zdaniem mógł to być Włoch, albowiem towarzyszący mu sługa zwracał się do niego per signore Lorenzo. Był to człowiek o ciemnych włosach i oliwkowej cerze, w średnim wieku, z dużą blizną na twarzy, obejmującą także jedno ucho. Absolutnie nie znam nikogo, kto by odpowiadał temu rysopisowi.

Przez chwilę siedzieli oboje bez słowa, pogrążeni w myślach. Potem Móri przypomniał:

– Mówiła pani o wielu zmartwieniach.

Twarz księżnej pociemniała. Ona sama zaś cofnęła się nieco, jakby chciała czegoś uniknąć.

– To bardzo dziwna sprawa. A zarazem potworna.

– Czy pani… przeżyła coś, czego pani nie rozumie, księżno?

– Tak. Tak właśnie należy to określić. Móri, nie patrz na mnie w ten sposób! Mam wrażenie, jakbyś wiedział, co chcę ci powiedzieć.



24 из 177