
Nonsens! Któż by to mógł być? Przecież właśnie Wielki Mistrz rozporządzał największą okultystyczną siłą, jaką kiedykolwiek zdołał w sobie rozwinąć syn rodzaju ludzkiego. On sam znał się najlepiej na takiej akurat magii. Nie mogła istnieć żadna moc, która byłaby w stanie się z nim mierzyć. A mimo to Tiril Dahl była w jakiś sposób chroniona, choć Mistrz nie mógł sobie wyobrazić, w jaki. Może dziewczyna umarła?
Nie, nie, to niemożliwe, w takim razie byliby zgubieni, wszyscy rycerze świątyni. To znaczy rycerze Słońca; rycerze świątyni to ci, którzy należą tylko do kościoła.
Księżna Theresa natomiast nie miała żadnej ochrony. Zdołał zauważyć, że ona odbiera jego wołania. Wciąż jednak nie wiedział, gdzie się ta kobieta znajduje.
Wielki Mistrz użalał się nad sobą. To nieustanne napięcie, jakiego wymagało wzywanie obu kobiet, bardzo nadwerężyło jego siły. Zarówno duchowe, jak i fizyczne. Musiał to jednak ponawiać.
Rozpalił kadzidło w małej miseczce. Kilka razy zaciągnął się dymem, usiadł w swoim krześle z bardzo wysokim oparciem, skłonił głowę, splótł ręce na piersiach i zamknął oczy z westchnieniem udręki. Ze względu na siebie najchętniej by to wszystko zakończył, nie wolno mu było jednak rezygnować, koniecznie musiał podjąć jeszcze jedną próbę. Skoro nie mógł dotrzeć do Tiril, musiał zdobyć w zamian jej matkę.
Żywił nadzieję, że będzie to już ostatni raz. Uparte, głupie baby, które przyczyniają mu tyle zmartwień!
Wonny dym sprawił, że Mistrzowi lekko zawirowało w głowie. Koncentrował się na osobie Theresy, starał się odsunąć od siebie wszelkie inne myśli.
Pokój, w którym siedział, zniknął. Mistrz znajdował się teraz w mrocznej pustce, w której kręciła się nieustannie jakaś olbrzymia kula. W końcu dusza Mistrza przeniknęła do kuli i zawrót głowy ustał. Wielki Mistrz nie zdawał już sobie sprawy z tego, gdzie się znajduje, świadom był tylko jednego. Perliste krople potu ukazały się na jego czole i na górnej wardze, wyszukany materiał, z jakiego wykonana była jego szata, lepił się do ciała Serce łomotało, zakłócając ciszę jego świata, Mistrz bał się, że to nieszczęsne serce za chwilę pęknie.
