Głos odezwał się znowu. Teraz słów było więcej:

– Theresa von Habichtsburg!

Prastara nazwa pierwszego habsburskiego zamku, Habichtsburg, Góra Jastrzębi. Skąd Głos mógł znać tę nazwę?

Wszystko wskazywało na to, że Glos posługuje się językiem niemieckim. Albo przynajmniej jego ojczysty język jest blisko z niemieckim spokrewniony.

Glos był taki uwodzicielski. Zagłuszał wszystkie świadome myśli. Budził w księżnej poczucie bezpieczeństwa, jakby została otulona jakąś nieprzenikalną tkaniną. Jakby mówił: „Jeśli tylko do mnie przyjdziesz, wszystko będzie dobrze”.

Był dzisiaj bardziej natarczywy i bardziej dobitny niż zazwyczaj. Jakby dawał do zrozumienia, że wszystko musi się rozstrzygnąć teraz albo nigdy. Theresa, która, słyszała wołania od jakiegoś czasu przez sen, nie mogła zrozumieć, dlaczego nie jest w stanie spełnić polecenia Głosu. Miał on przecież siłę, dokładnie tak samo jak jej ojciec i dziadek. Im była powolna we wszystkim, nie pytając dlaczego. Posłuszeństwo wobec starszych było w niej głęboko zakorzenione.

Raz jeszcze Głos wezwał ją, by przyszła. Brzmiało to usypiająco, oszałamiająco, czyniło ją bezwolną.

– Tak – wyszeptała sama do siebie.

Wtedy nadeszły całkiem inne słowa:

– Theresaaa, gdzie ty jesteś?

– Tutaj – odparła sennie. – Tutaj jestem.

Głos był poirytowany. Zniecierpliwiony. Chciał wiedzieć, gdzie dokładnie.

Na to pytanie Theresa odpowiedzieć nie mogła, była bowiem kompletnie oszołomiona, a podczas tej podróży zatrzymywali się tylekroć, w tylu różnych miejscach, że nie byłaby w stanie określić, gdzie się znajdują akurat teraz. Odpowiedziała tylko:

– Zaraz przyjdę.

I zaczęła się ubierać.

Zawsze bądź posłuszna dorosłym. To pierwsze przykazanie jej dzieciństwa.



32 из 177