
Teraz okazało się, że z psem będzie kłopot. Nie mogli mu powiedzieć: „Szukaj Theresy”, bo rzadko słyszał to imię. „Księżna” brzmiało jakoś bezosobowo. Jak najczęściej się do niej zwracali?
– My przeważnie mówiliśmy „wasza wysokość” – świadczyła pokojówka niepewnie.
Tego musieli się trzymać. Chętny do pomocy, ale całkiem zdezorientowany Nero wąchał nocną koszulę księżnej, a Móri powtarzał:
– Odszukaj waszą wysokość, Nero!
Tiril pomagała jak mogła, przestraszona, że jej ukochany pies nie dorósł do takiego zadania. Nigdy przecież jeszcze czegoś takiego nie robił.
– N ero, znajdź waszą wysokość! Spróbuj, Nero! – prosiła.
Pies spoglądał to na jedno, to na drugie, wąchał nocną: koszulę, z przejęciem machał ogonem, ale zdaje się niewiele z tego wszystkiego rozumiał. Trwało tak, dopóki Tiril nie wpadła na znakomity pomysł, który szczerze mówiąc powinien był komuś przyjść już dawno do głowy -, nakłoniła psa, by wąchał ślady na schodach.
– Szukaj, szukaj! – mówiła zachęcająco. – Znajdź waszą wysokość! Szukaj, szukaj! Tutaj! Tu jest ślad jej cienkich obcasów, spójrz tutaj, Nero!
Nareszcie odezwał się pierwotny instynkt myśliwski. Pies uniósł ogon i poczuł się niesłychanie ważny. Nagle ruszył przed siebie do bramy i dalej drogą. Pochwycił trop!
– Świetnie! – powiedział Móri do zebranych. – Ale minęło wiele godzin. Księżna musiała zajść daleko. Mówiłaś, że wyglądała na zdecydowaną? – zapytał służącej.
– Tak, bardzo – odparła dziewczyna. – Jakby spieszyła się na jakieś spotkanie.
– Tego się właśnie bałem – mruknął Móri z goryczą. – Ruszajmy, zanim nasz znakomity pies zniknie nam z oczu!
Musiała iść bardzo szybko, zaszła bowiem naprawdę daleko. Dalej niż idący jej śladem się spodziewali.
Wybrała drogę na południe i wszystko wskazywało,, że uczyniła to bez wahania. Poszła traktem prowadzącym w stronę Szwajcarii.
– Czego jej wysokość tam szuka? – zastanawiał się służący.
