
Móri nie odpowiedział. Nie chciał zdradzać, że droga, którą księżna poszła, prowadzi w kierunku, skąd odzywa się Głos.
Gdyby to było możliwe, pozwoliłby jej iść dalej, aż do miejsca, w którym znajduje się zło. Tym sposobem odnalazłby źródło.
Ale nie mógł tego zrobić tej delikatnej, kruchej kobiecie, która w życiu musiała się tyle nacierpieć.
Znajdowali się w niebywale pięknej dolinie z potężny – mi masywami górskimi na horyzoncie. Tam ją znaleźli.
Nero zobaczył księżnę pierwszy i pomknął ku niej niczym armatnia kula.
Widzieli z daleka, jak nieduża kobieca figurka spiesznie posuwa się naprzód, świadoma celu, nie wahając się. Księżna potykała się niekiedy ze zmęczenia, lecz niestrudzenie szła dalej.
Radosne powitanie Nera o mało nie powaliło Theresy na ziemię. Widzieli, że się zatrzymała i próbowała pogłaskać psa, ale to jej się nie udało, bo zwierzę dosłownie, tańczyło dookoła niej. Kiedy trzej mężczyźni podjechali do księżnej, rozglądała się zaskoczona i przestraszona, jakby nie wiedziała, kim są. Zeskoczyli z koni.
– Móri? Co ty tu robisz? I Nero… i wy wszyscy?
– Księżno, droga przyjaciółko, musi pani zawrócić do gospody. Tam czeka Tiril.
– Tiril? Och, tak, moje ukochane dziecko. Ale, widzisz, ja muszę iść dalej. Zabierz Tiril do Theresenhof, ja natomiast muszę najpierw iść, załatwić pewną sprawę.
– Dokąd? – zapytał Móri niespokojnie.
– Jak to dokąd? – zdziwiła się księżna. – W tamtą stronę – pokazała przed siebie na południe. – No, dobrze już,
Nero, widzę, że jesteś…
Móri postanowił wprowadzić obu mężczyzn w sprawę, powiedział im o Głosie, który może mamić ludzi. Patrzył bezradnie na swoich dwóch pomocników.
– Będzie najlepiej, wasza wysokość, jeśli teraz wszyscy zawrócimy – powiedział delikatnie służący.
– Później. Teraz muszę… być posłuszna, ja muszę…
Móri położył księżnej ręce na ramionach i spojrzał jej głęboko w oczy.
