
Theresa z trudem przełykała ślinę i bardzo się starała, by nie zacząć żałować swojej odważnej decyzji. Zwierzę widziała już przedtem. Teraz patrzyła na długą, bladą twarz istoty imieniem Nidhogg z jego wystającymi kłami, długimi jak palce, na odpychającą postać Ducha Utraconych Nadziei, na Nauczyciela, dwie piękne, smutne kobiety, na Hraundrangi – Móriego, ducha imieniem Pustka, ledwo majaczącego na drodze, oraz na jakąś postać w mnisim habicie…
– Kim wy jesteście? – zwróciła się do owej postaci. – Tiril i Móri o was nie mówili.
Móri odpowiedział:
– To pani duch opiekuńczy, księżno.
Theresa odruchowo skłoniła głowę.
– Dzięki za wasze wsparcie, szary bracie – powiedziała cicho. – I dzięki wam wszystkim! Dziękuję każdemu z osobna, przyjmijcie moje najpokorniejsze dzięki za wszystko, coście zrobili dla mojej córki i dla mego zięcia, Móriego!
Wyprostowała się z uśmiechem.
– Oczywiście, mieliśmy duchy i w Hofburgu, i w innych zamkach należących do rodziny, ale ja osobiście nigdy żadnego nie widziałam i nie wierzyłam w nie. Natomiast wasza obecność zdaje się być czymś tak naturalnym,. że wcale się was nie boję. Zupełnie nie mam poczucia czegoś nadprzyrodzonego, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
Nauczyciel skinął głową.
– To był dla nas zaszczyt wspierać panią, księżno. I to nie z powodu pani wysokiej pozycji w świecie, lecz dla pani gorącego i szlachetnego serca. Móri wybrał wspaniale zarówno żonę, jak teściową!
– Dziękuję! Móri i Tiril opowiadali mi o was i teraz widzę, że kogoś,tu brak. Kobiety – ducha opiekuńczego.
– To duch opiekuńczy Móriego. Dziś nie było tu dla niej zajęcia.
– No tak, zamiast niej przybył mój szary brat, prawda?
– Właśnie!
– Więc teraz już mnie więcej Głos nie dosięgnie?
– Nie, ale trzeba uważać na inne niebezpieczeństwa! Te złe siły nie poddają się tak łatwo.
